Być głodnym życia



Czy to źle chcieć więcej? Być wiecznie niezaspokojonym i głodnym życia? Czyż nie o to chodzi? Aby była jeszcze jakąś niewiadoma. Jakieś wrażenie, którego nie znasz? Jakaś nowa potrzeba? Umiejętność. Jakaś podróż nieodbyta?
 Aby wyobraźnia poszła tam, gdzie jeszcze nie była. Pamiętam każdą nową iskrę, którą sobie odnalazłam. Zasnąć nie mogłam, żeby życia nie przespać. Bo to były takie dawki paliwa. Zawsze wysokooktanowego.

Najpierw Ania i Marek Taran  i ich Centrum Terapeutyczno- psychologiczne. Warsztaty. Relaksacje. Wyjazdy. Rozmowy w kręgu. Scalanie siebie. I ciągle było mi mało. Ciągle poszukiwałam jakiejś mądrości o sobie.Tak  miałam wtedy jeszcze miliony pytań. Do czego jestem stworzona? Jaki sposób na życie? Jak się przejawić? Wiedziałam tylko jedno. Pracować z ludźmi. Pokazywać, tę słoneczniejszą stronę. Dodawać kolorów do swojej codzienności.
 Choć gdzieś w głębi czułam, że mam w sobie te odpowiedzi.  Że nikt nie ma gotowej instrukcji obsługi mojego życia.
Z czasem dotarłam do masażu lomi lomi nui. Zakochałam się w tej pracy z ciałem. Tyle mi dała. Tylu fajnych ludzi poznałam. Nauczyłam się otwartości na człowieka, bezwarunkowości. Potem pozostałe masaże. I zaczęło docierać. Że nie nie ma niczego zewnętrznego co jakoś mnie ukoi. Uszczęśliwi. W końcu zaczęłam słuchać swego odczuwania, które się rodziło i nabierało sensu. I wcielać w życie. Przyszedł i  czas na ćwiczenia, bieganie i zaczęło mi być komfortowo w moim ciele. Przypomniałam sobie jaką ruch wnosi jakość w życie.  Uczyłam się  potrzeb swojego ciała. Kiedy i co chce jeść. Jakiego smaku potrzebuje, jakiego ruchu.   Jak lubi być ubrane. Bawełna i płaskie buty to lubi do dziś. Takie proste. Przecież nikt nie mógł wiedzieć lepiej niż ja. Darowałam sobie wszystkie warsztaty i poszukiwania wiedzy zewnętrznej. Pracując z ludźmi czułam coraz więcej. Ludzkie historie sporo mi wyjaśniały. Że w sumie to jesteśmy do siebie tak podobni. Wszyscy mamy jakieś swoje zadania, wyzwania, lęki , kompleksy i ograniczenia. Ale i potrzeby. Wszyscy chcemy kochać i być kochani. Szanowani. Widziani. Doceniani.  Tyle, że wszystko i tak zaczyna się od siebie. Nikt nie da Ci gotowych odpowiedzi. Nikt nie uszanuje, tego z czym trudnym się mierzyłeś poza Tobą. Nie zadba o potrzeby jeśli Ty ich nie zobaczysz, nie dasz sobie prawa do swojego życia. Za to na pewno dostaniesz warunki, aby się samemu od siebie dowiedzieć czego potrzebujesz.
Przechodziłam różne etapy.  Bardziej emocjonalne. Bardziej ziemskie. A teraz jakby to wszystko zlało się w jedną całość. I mam wszystkiego po trochu. Nie szukam już jakiś zewnętrznych świecidełek. Wybawicieli. I masaż, którego zostawiłam, też chce wrócić. Ludzie nie pozwolili mi zapomnieć. Tak to spora część mojej pracy. Ważne, aby wszystko było w balansie. Po trochu. 

I w miejscu Terapia duszy i ciała się osadziłam. Tu mi dobrze. Spotykam się z ludźmi i tworzę.


Tu tworze przestrzeń akceptacji, obecności, radości. Puszczam w obieg , czego sama doświadczyłam, co mi życie podarowało.

Gdybym nie była "głodna" nie dotarłabym tu. Nadal jestem jakoś trochę niezaspokojona. Nadal mam momenty "aha". Proces się pogłębia. Nadal jeszcze wypełza jakaś emocja. I to jest w porządku. Bo kiedy człowiek dojrzewa do siebie korzenie też chcą być uzdrowioone. Ta droga ciągle jeszcze mnie uczy, ciągle mi pokazuje.

A najlepiej działa to, co proste. Magia obecności w sobie z tym co jest.

A niedziela czereśniowa. Dryluje pestki i robaki :)

Więcej o tym co robię tutaj
http://masaz-moc-dotyku.pl/