Rozumiejąc siebie. Rozumiem właściwie każdego.



Jest taka część mnie, która zna swoje powołanie i je realizuje. Indywidualizm. Zgoda na siebie. Tak często o tym mówię, piszę, tudzież trąbię w rozmowach w 4 oczy.
Ta część rozrosła się do wysokich rozmiarów. Z dziećmi bawię się po dziecinnemu. Z dorosłymi po dorosłemu.
Choć w ostatnim czasie wypełzła z samego dna taka część mnie, która jednak czuła tę odmienność. To bycie czarną owcą. Brzydkim kaczątkiem. Tym szalonym odmieńcem w rodzinie, który nie dba o tradycje, zapomina o imieninach.
Lubi za to naturalne spotkania z chęci i potrzeby. Nie zawsze umie utrzymywać relacje w jakiejś ogólnoprzyjętej formie. I tak zbyt dobrze mi z tym nie było. Gdzieś przecież człowiek tęskni do swoich korzeni. I jednak nie powinien się od nich odzielać. To, co uzdrawia w sobie. Uzdrawia dla rodu. Jest nową możliwością. I że to nie przypadek , że akurat w tej rodznie się pojawił.
Troche sobie z tym posiedziałam.
I dostałam od świata tyle fajnych odpowiedzi. Że ja jestem od nowości, przełamywania starych schematów i to, coś co czyni mnie atrakcyjną. Że skoro schematy przez tyle lat nie działały... to być może moje rozwiązania mają sens.
Są potrzebne. Dokładnie po to, aby wnosić świeżość. Rozpuszczać gęstą materie.
Rozumiejąc siebie. Rozumiem właściwie każdego.
Od wujków mocno utwierdzonych w tradycji kościoła dostałam taką akceptację.
Zaskoczenie mega. Hm fajne to było uczucie, bo do tej pory myślałam , że jesteśmy z totalnie innych bajek. Nie spodziewałam się , że dla nich moje nowatorsko luzackie podejście jest ciekawe. I z chęcią słuchali o tym, co robić, aby nie zwariować w tym świecie.
A torowanie nowej drogi, którą nikt z mojego rodu nie szedł jest inspiracją, że robię to, co lubię. Że znalazłam swoją radość. Że pouleczałam swoje rany. Że ludziom umożliwiam to samo. I pokazuję jak mi się to udało. Że właściwie z każdym człowiekiem się dogaduję. Że z trudnymi przypadkami tylko spokojem i stanowczością.
Ciekawym jest dla nich to , że ciało jest święte. A dom jest drugą ważną świątynią i każde miejsce, które uzna się za ważne.
Te Święta były niby zwyczajne, ale dość przełomowe. Podsumowujące jakieś 10 lat mojego "grzebania" w swoim wnętrzu.
I, że w rodzinie może też być naturalnie, każdy może być sobą. Ze swoimi chorobami, problemami, zawiłościami, odmiennościami, radościami, szansami. Ale każdy chce być uznany taki jaki jest.
To jakby wspólny rdzień, do którego każdy wnosi swoje składowe i z tego źródła wszyscy się karmią i czerpią siłę do swojego życia.
I w końcu czuje, że może jednak nie jestem taką kosmitką z innej planety. Że nie od razu wszyscy byli gotowi na taką mnie, a może ja nie byłam gotowa obnażyć swych wrażliwych punktów. Ale z czasem przyjmują mnie i akceptują.
I to jest ważne. Dla wszystkich.
I posyłam dalej to poczucie akceptacji, aby każdy poczuł się, że jego specyfika jest potrzebna i wnosi wartość do tego świata i wszystkim to robi dobrze.

Być dojrzałym osobnikiem

W rozwoju każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy musi przejąć totalną odpowiedzialność za swoje życie. Za każdy jego aspekt. Uczuciowy. Materialny.
Być dojrzałym osobnikiem. Wyjść spod skrzydeł.
Stanąć na swoje nogi. Tzn uniezależnić swoje decyzje i działanie od otoczenia. To jest wolność. Mądra wolność. Wynikowa odpowiedzialności. Być utwierdzonym we własnym rdzeniu. Iść za swoimi potrzebami. Nie pytać wszystkich co by zrobili.
Pytać siebie. "co mnie uszczęśliwi? uspokoji? czego potrzebuje?"
I w moim życiu był czas kiedy samodzielnie stawałam na swoje nogi.
Najpierw gdzieś w sobie. Budowałm siłe psychiczną.
To był proces. Z lepszymi i gorszymi momentami. Wieloetapowy.
Ale ostatecznie miał nauczyć mnie samodzielności. Dysponowania swoją energią tak, aby starczyło na wszystko, bym mogła ogarnąć całokształt swego życia.
Wielu proponowało mi pomoc. To było bardzo budujące bo ludzka serdeczność zawsze mnie wzrusza. Starałam się wtedy nie korzystać. Dlaczego?
Bo chciałam mieć pewność, że umiem samodzielnie ogarniąć swoje życie.
Że kryzysy służą mojemu rozwojowi. Że jeszcze czegoś mam się nauczyć.
Potrzebowałam tej pewności. Wiedziałam, że to mój test na ile umiem wytrwać.
Korzystam dopiero teraz z pomocy. Jak już wiem, że umiem sobie poradzić. I to jest wybór, a nie konieczność
I większść ludzi potrzebuje takiej pewności. Dlatego czasem wycofuję się z relacji. Oddalam fizycznie, ale nie uczuciowo.
Nie czując żadnej urazy. Właśnie mając szacunek do obydwu stron. I najwyższe dobro na uwadze.
W tym jest zaufanie i wyczucie odpowiedniego momentu. Wiara, że ta osobowość i jej dojrzałość, że jest gotowa dać sobie rade bez mojej asysty. Sięgnąć po swoje możliwości. Wydobyć swoją siłę.
Ptaki uczą się latać, kiedy wypadną z gniazda.
Kiedy ciągle komuś pomagasz, czynisz go kaleką. Zabierasz możliwości nawiązania nowych relacji. Poszukania własnych rozwiązań. Poznania własnego potencjału. Wspierasz jego martwą sytuację. Utwierdzasz go , że jest niesamodzielny. Wyuczona bezradność mogłaby nie mieć końca.
Mądry przyjaciel mówi.
"Rozumiem Twój strach. Znam Twoje słabości, ale wiem, też że jesteś mądry i silny. Podołasz. Znam Cię. Wiem, na co Cię stać. Przypomnij sobie co już Ci się udało. To fakty i namacalne dowody, że umiesz. Wystarczy, że skoncentrujesz swoje działanie. Przestaniesz rozpraszać swoją energię. Po raz pierwszy w życiu staniesz po swojej stronie. Duchowo jestem z Tobą. Odległość nie ma znaczenia. Wspieram Cię, ale nie moge odebrać Ci przyjemności i dumy z własnego rozwoju. Być może kiedyś mi za to podziękujesz."
I w terapii przychodzi taki moment, kiedy jest czas na samodzielność

Stan jego umysłu



Klimatyczna kafejka. Stolik pod oknem. Róża w wazonie
On w jasnej koszuli. Bierze jej ręke.
Newrowo odreagowuje potrząsając  lewą nogą.
Męski stres i dwaga w praktyce. Sprawa jest poważna.
Zdobywa względy dziewczyny.

Zapamiętane porażki odrzucenia jeszcze dają znać o sobie.
Czy się uda? Czy ona go nie odrzuci?
Co dalej?

Tego nie wie nikt. Poza małym istotnym detalem.
Stan jego umysłu przy niej ... zna odpowiedź. Jest zachęcająca
Dobrze mu. Milkną jego wewnętrzne wojny. Niepewność. Bunt.
Milknie głód pożądania. Na rzecz zachwytu w jej oczach.
Ona patrzy na niego. Tak na niego.
Patrzy i widzi. Na prawdę go widzi.
Widzi w jego oczach wszystko.
Kim jest. Jak go traktować. Jak go wysłuchać. Jaką być dla niego.

Przy niej on już nie pyta czy się uda.
Wierzy swojemu spokojnemu umysłowi.
Potrzebował go. Wierzy w zachwyt w jej oczach.

I mógłby być wszędzie.
Ale z tego właśnie powodu wybiera być tutaj.

Jeśli trudno Ci stworzyć bliski związek

Jeśli trudno Ci stworzyć bliski związek


Istnieje takie przekonanie, że ciągle jesteśmy w jakimś związku.
Czasem to z byłym partnerem. A czasem jeszcze z rodzicem.
Nawet jeśli fizycznie z nimi nie mieszkamy, ale jeśli pozostały tam dawne urazy, niewyjaśnione tematy to energetycznie nadal to powiązanie działa jak kajdany i opcja stworzenia nowej relacji nie będzie działać dobrze.
Patrząc od strony matki. Każda jak lwica chroni swoje dziecko przed zagrożeniem.
To zrozumiałe . Naturalne. Instynktowne
Jest jednak wiele matek, które swoimi dziećmi próbują zapełnić sobie swoją pustkę.
Swoje niespełnione życie. Swoje martwe relacje lub ich brak. Wygasły związek z partnerem.
Dla takiej matki największym wrogiem może okazać się ten, kto bardziej może uszcześliwić dziecko niż ona sama, kto może okazać się ważniejszy, ciekawszy.
Trzymanie na uwięzi dzieje się często nieświadomie.
Z kolei dziecko nawet jeśli próbuje tworzyć reacje zawsze stara się mimo wszystko nie zawieść mamy. Nawet jeśli fizycznie jest ze swoimi przyjaciółmi to myślami i emocjami przebywa przy matce. Dziecko czuje tę bariere na odległość, aby nie bawić się za dobrze.
To dość silne powiązanie. Chyba jeszcze silniejsze niż partnerskie, bo na zasadzie pamięci ciała komórek macierzystych. Jesteśmy zbudowani z ciała matki. To ona udzieliła swojego gruntu.
I dlatego w pewien sposób może "sterować" na odległość.
Wszyscy jesteśmy dziećmi swoich rodziców nawet jako dorośli.
I jakby chcemy się wywdzięczyć za dar życia.
Widzę ten problem b. często.
Ile uwagi, energii, zaanagażowania zajmuje Twoja mama. I czy aby nie jest ważniejsza nż Twoje obecne życie?
Od mamy wyposażeni jesteśmy w budowanie bliskości, zaufania, dotyk, czułość, milość, ciepło, akceptację, siłę psychicznaą kontakt z emocjami, wrażliwość, cieszenie się drobnymi przyjemnościami, komunikacja na poziomie serca.
Zdrowa relacja z mamą mówi, że akceptujesz ją taka jaka jest, nawet jeśli nie ze wszytkim się zgadzasz. Ale pozwalasz , aby była taka jaka jest.
A Ty zajmujesz się budowaniem własnego życia.
Przerwanie emocjonalnej pępowiny jest niezbędne. To uwalnia obie strony
i daje prawo do budowania własnego życia na własnych zasadach.
A idąc jeszcze dalej to wszystkie emocje nieprzepracowane z mamą odwzorowują się w innych relacjach. To, co niedożyte, neuświadomione na pewno ukaże się w związku partnerskim.

Być niepokorną

Ide drogą prawdy. Dostaje wyzwania.
Aby uczyć ludzi totalnej szczerości wobec siebie. Co patrząc kategoriami norm społecznych jest conajmniej ryzykowne.
Choć na pewnym etapie nieuniknione.
Nowe. Inne. Nieprzewidywalne
Złamać oczekiwania
Wyzwolić
Wzmocnić
Przerwać utarte schematy
Być niepokorną
Zmienić plan
Wyjść poza strefe komfortu
Wycofać się w właściwym momencie.
Pozwolić ludziom na własne doświadczenia
Tam gdzie wszyscy idą utartym śladem ja robię nowy
Tam gdzie większość powie tak, ja mówie nie.
Życie pilnuje tego bardzo.
Uczy mnie zaufania w pole odczuć
W rezultacie jest to najlepsze rozwiązanie.
Siła, która przez mnie płynie jakoś daje rade.
Moje anielskie wsparcie musi być ogromne.
Bo jako człowieka to niektóre zadania mnie przerastają.
Nie urodziłam się aż tak przebojowa.
Raczej skromne dziecie byłam.
I nadal jestem.
Pojawiają mi się rozterki, wątpliwości, stare przyzwyczajenia
Są. Widzę je. Trawię, Ale pozostanie w nich byłoby martwe. Dla każdego.
Ten czysto ziemski poziom ludzkich słabości. Ta Justyna , która chce być kumpelą wszystkich i najbardziej boi się sprawić komuś przykrość. Tego jeszcze się uczę.
Być w zgodzie ze sobą. Oznacza być też w zgodzie ze wszystkim. Z całokształtem życia. Dla dobra wszystkich.
A brać udział w mojej drodze wolności, nieprzewidywalności. I wytrwać. Ambitne zadanie tylko dla wytrwałych.
Wdzięczna jestem dziś tym, którzy nadal przy mnie trwają. Bliżej. Dalej. Częściej.
Rzadziej. Na nowo. Ale dają znak. Że nadal jest ok. Że nadal jestem mile widziana.
Że nic się nie zmieniło. Że moja swoboda jest atrakcyjna.
Że ziemia akceptuje mnie taką jaka jestem.
Dla mnie bezcenne.

Sex bez uczuć



Sex bez uczuć
bez szacunku jest tak samo przyjemny jak czyszczenie ucha pałeczką
A może nawet pałeczka lepsza, bo nie zostawia spustoszenia w uczuciach.
Nie zamyka przestrzeni serca. Nie odbiera energii. Nie działa destrukcyjnie.
Sexualność to nie tylko akt fizyczny. To najpierw dostrojenie się do siebie, by być na tej samej fali. Mówić tym samym językiem.  A nawet rozumieć się poza słowami
To wymiana świadomości, energii, myśli, wzajemnych intencji, emocji.
To jakby przelewać dwa naczynie przez siebie. Dwa umysły. Dwie dusze.
W celach wyżycia się , wyładowania to prawie jakby zwymiotować treści jelitowe.
Nieszczery sex to cios nożem w serce. I utrata duszy. Własnej godności.
Zabicie swojego światła. Poszarganie swego życia.
To zalewanie siebie jadem. Utrata resztek szacunku do siebie.

Sexualnośc ma w sobie świętość. To tam powstaje nowe życie.
Dziła jak siła twórcza i stymulująca. Witalna i napędowa.
To te spotkania budują największe zaufanie.
Prawdziwa sexualność to  czułość, namiętność, czystość intencji.
Specione dłonie. Spojrzenia w oczy. Ciepło ciała
Chęć wypieszczenia, wydotykania, wycałowania, wygłaskania.
Wymuskania stóp, całowania nadgarstów.
Bez nastawienia na cel. Na orgazm. Przyjemność ze wspólnego bycia.
A ciała same się soba zajmują. Głowa nie musi dowodzić.
Nie są potrzebne techniki, ani pozycje.
Instynktownie karmią się oddechem, odużają zapachem skóry.
Szepty, spojrzenia.
Metafizyka unosi się w powietrzu.
Kreatywność możliwości nie ma granic.
Za każdym razem może być inaczej.
Święte połączenie potencjałów
Pogłebienie intymności
Zbudowanie wspólnej przestrzeni.
Zespolenie w jeden organizm.
Wspólny rytm.
Przenikanie sobą.
Początek jakości życia.

będziemy uczyć się "warczeć", być rozgniewanym



Dość zbulwersowana jestem.
I pisze na gorąco.
Małżeństwo. 9 lat razem.
Ciągła wojna. On uległy.
Ona władcza, pasożytnicza.
Przemoc emocjonalna i fizyczna
Tam gdzie on się wycofuje.
Tam ona wytacza ciężką artylerie.
Krwawa zabawa trwa.
Każdy powód jest dobry, by mu dowalić, poniżyć.
Oskarżyć o rzeczy, których nie zrobił
Przyszedł z oczami w podłogę.
Bez sił. Bez życia. Z pogardą dla siebie.
Troche czasu zajmie mu nim dojdzie do siebie.
Nim stanie na własne nogi.
Ale jak widać tam gdzie jedno jest nadmiernie uległe
drugie nadrabia agresją.
Bilans dobra i buntu musi być wyrównany.
Czyli dawka sprzeciwu, aby zachować własną godność
jest zawsze pożądana.
To człowiek który, nigdy nie odmawia.
Jest za dobry. Na wszystko pozwala. Nie klnie.
Z przyjemnością go uczę.
Aż się we mnie zagotowało i normalnie będziemy uczyć się "warczeć", być rozgniewanym, wyrażać sprzeciw.
Stawać we własnej obronie. Głośno protestować.
Zapełniać własną pustkę.
Patrzeć w lustro i mówić, że jest ważny, przywracać godność
Przypomina sobie o swoich osiągnieciach
Jaki kiedyś był z siebie dumny.
Widze małe iskierki w oczach.
Praca od podstaw.
Już nic mnie nie dziwi.
Tak jest zawsze.
Kiedy człowiek nie szanuje siebie.
Nikt go nie uszanuje.
To on mówi swoim zachowaniem ile jest wart.
Ta prawda zawsze się zgadza.
Na koniec praca domowa.
Pytam
Kiedy zrobił coś dla siebie.
Kupił sobie coś nowego,
sprawił sobie przyjemność
Nie pamięta
Wiec na początek
Nowa koszula
Najładniejsza jaka mu się spodoba.
Niby drobiazg
Ale tym mówi sobie, że chce się dobrze czuć ze soba
Że jest wart nowego życia.
Nowego wizerunku.
Nie załatwimy tego jedną sesją
To proces + praktyka nowych umiejętności w życiu
Ile jeszcze przykrości musi Cię spotkać?
Kiedy zaczniesz mówić ludziom
"pierd*l się" i dbać o siebie?
Choć " idź pan w ch*j" też brzmi nieźle.
Może nieelegancko, ale skutecznie
bez zbędnego tłumaczenia wiele załatwia
i chroni własny teren.
Skutecznego tygodnia

Spójrz w oczy dziecka



Spójrz w oczy dziecka
Tam nie ma fałszu
Tam jest Czysta świadomość
Totalna Akcpetpacja
Dziecko jest szczere
Prawdziwe
Bezwględnie ufajace
Wierne sobie
Dotknj jego ciała
Jest miękkie
Bez napięć. Elastyczne.
Czysta Miłość. Chodząca Prawda.
A teraz cofnij się
Do okresu prenatalnego.
Kiedy byłeś w brzuchu mamy.
Kiedy Ty byłeś taki meleńki
Tak bardzo chcesz przyjść do tej rodziny.
Chcesz wnieść to, co masz w sobie najlepsze
Swoje dobro
Swoją radość
Swoją wdzięczność
Swoją mądrość
Chcesz, by świat Twojej rodziny, był choć odrobinę lepszy
I co słyszysz?
Dzieci to same kłopoty
Życie jest ciężkie
Skąd na to wszystko brać?
Co się dzieje w Twoim małym serduszku?
Jakie wtedy dycyzje podejmujesz?
Boli. Ale myślisz sobie
mam dużo wiary.
Pomogę Wam.
Poniose za Was trochę tego ciężaru
Wezmę na siebie Twój smutek
Schowam swoją radość, żeby Wam nie było przykro
Umniejsze trochę siebie
Schowam swoje potrzeby
Wchłonę Twoje problemy
Usunę się gdzieś w kąt
Żeby Wam było lżej
Bo chce być lojalny
Wobec Was
Bo to, co rozgrywa się w Was
Jest obecne we mnie.
Jestem z Waszych tkanek
Twój ból . Jest moim bólem
I nawet teraz jako dorosły
jeśli chcę żyć po swojemu
To za każdym razem czuję
jakbym nie był lojalny wobec Was
Jakbym Was zdradzał
jakbym nie mógł
siegać po swoje
Jakbym musiał
odgrywać Wasz scenariusz
Nie pozwałal, aby moje życie
było obfite.
Dziękuję za Wasza naukę
Dziękuję za wyposażenie
Materialne i duchowe.
Wiem, że chcecie dla mnie
Dobrze
Wtedy kiedy dbam o siebie
Dbam o Wasz spokój.

Poczucie godności, uszanowania.


Gdzie się nie obrócę widzę ten temat
Spójrz w swoje oczy i zadaj pytanie
Czego tak na prawdę chce?
Tak z głebi serca
Za czym tęsknie?
Czego potrzebuje?
Już nie dla dzieci, rodziny, społeczeństwa
Dla siebie
Czy to materialnie
Czy nie materialnie.
Zamknij na moment oczy
Ale czy czuje się godny,
aby mieć to, czego pragnę?
Przed kim próbujesz się poniżać?
aby poczuć choć odrobinę tego, czego pragniesz?
A co jeśli to czego chcesz
Szuka również Ciebie?
Chce przyjść do Ciebie
W tej bezwysiłkowej formie
Bez zabijania siebie, poniżania,
Umniejszania
Ale Ty gonisz uwagą na tym, co Cię niszczy
Bez względu na to czy chodzi o relację
Czy pieniądze.
Najpierw uszanuj siebie.
Swoje potrzeby.
wiedząc, że jesteś ich godny.
Nie ma sensu udowadniać komukolwiek
Swojej wartości
Zabiegać o czyjeś względy, uznanie.
Być może są ludzie, którzy nigdy tego nie docenią
Bo jeszcze nie wiedzą, że to ma znaczenie
Bo nie cenią w sobie tej wartości
Nie zobaczą jaki jesteś
Obojętnie, ile byś nie dał z siebie,
co byś nie zrobił.
Zawsze coś nie pasuje
Po prostu niektórzy ludzie nie pasują do siebie
Ich oprogramowanie jest inne
Być może ich poglądy, przekonania kolidują z Twoimi
Wszystko ok
Każdy niech funkcjonuje w zgodzie ze swoimi wartościami
Na swój sposób
Aby każdemu było dobrze w swoim życiu.
Chcesz rozwiązać ten problem?
wyjmij swoje zaagażowanie
I zajmij się sobą
Daj energię temu, co Cię buduje
Problem sam się rozwiąże
Przypomnij sobie
Jesteś godny.
Właściwy.
Wartościowy
Taki jaki jesteś.
Dziś.
Teraz.
Zawsze.

Odpuszczenie

Nów w Skorpionie. Wszyscy trąbią, że pora przerabiać własny cień. Relacje z pieniędzmi. Relacje w ogóle. Odpuszczać tę męczące. Przejrzeć te bliższe. Dalsze. Intymne.

Jasne! Wszystko spoko!
Tyle, że ja z 1500% mojej energii dziś ledwo marne 30 wyciągam.
Leciwa  jestem. Jak mało kiedy. Gdzie nie przyłoże głowy, tam zasypiam.

Na stojąco też!
Hi! Pozwalam sobie.
Nie tylko na to. Takie numery ostatnio odwalam, że już sama nie wiem.
Czy to odpuszczenie, czy już może bezczelność...?
Proponuje herbate... Po czym tak się zagadam, w sensie sesjowaniem zajmę,  że w końcu wypuszczam ludzi bez herbaty. Pozwalam sobie coraz bardziej. Odpuszczam coraz więcej. Choć intencje szczere mam.

I jakoś, że nikt się nie obraża. A gości też mam wyjątkowych. O otwartych sercach. Że w ogóle zapominam, że jakieś dobre wychowanie, savoir vivre czy czoś tędy obowiązuje. Sytuacje ratuje swojska nalewka, która wraz z gościami przybyła, więc nikt się nie odwodnił i wszyscy byli szczęśliwi.

A tak pisze jak ktoś na prawdę mojej herbaty chce spróbować,  to trzeba się przypominać. Do skutku! Aż zajarze!
Albo robić samemu.

A czasy w moim życiu nastały takie, że w kuchni też obowiązuje wolność. Rozumiana jako możliwość współpracy. Samoobsługi. No i tolerancji. Bo do perfekcyjnej pani domu daleko mi i  na test białej rękawiczki nie jestem gotowa.
A co do atmosfery domowej, przyjmowania gości to lubie jak jest tak jak w rodzinie, Po domowemu. Po warsztatowemu. Że razem gotujemy i ogólnie razem spędzamy czas. Dzieci też uwielbiają takie społeczne czynności.

A ze znajomych to byli też tacy, co mi kuchnie wysprzątali. Na błysk! Albo podłoge pomogli umyć po remoncie.
Niektórzy genialne pomysły zastawiaja jak mam gips w gabinecie wyrzeźbić, aby było efektywnie.
Właśnie o taką Polske nasze dziadki walczyły. Właśnie tak ma być. Fajnie tak nie musieć się spinać, zakładać masek. Żyć wśród sprzyjających ludzi. Pomagać sobie. Ludziom.

I wiedzieć , że i Tobie pomogą.

Jak zrozumieć śmierć?




Nigdy nie lubił jak byłam smutna. Dbał wtedy o mnie najlepiej jak umiał.
Albo zabierał gdzieś w teren, albo robił herbatki, kolorowe śniadanka. Z warzyw kroił gwiazdki, kwiatki, albo "uśmiechające się" kanapki.

Kiedy rzeczywistość mnie przesrosła i miałam jej serdecznie dość. Wyjął z szafy walizke i zaczął mnie pakować. Do koleżanki. Na tydzień. Abym odpoczęła. A on postanowił zająć się domem i  wszystkim, co z nim związane.  To chyba wtedy po raz pierwszy dałam sobie prawo. Aby odpuścić to, na co wpływu nie mam. Próbę uleczania mamy i brata. I jakoś beze mnie wszyscy przeżyli.
To było dla mnie jak dotknięcie nowej rzeczywistości. Wyjście ze starego schematu. Danie sobie prawa do innego spojrzenia. Prawa na siebie.

-  "Pamiętaj,  jak mnie kiedyś zabraknie to nikt ma nie płakać. Ma być zabawa. Jedna wielka impreza. Obiecaj... "
-  "I wiedz, że cokolwiek się nie wydarzy kocham Cię ponad wszystko. Ponad życie. "  Słyszałam to milion razy.  "Jesteś dla mnie jak powietrze"  - powtarzał jak mantre do ostatnich dni,  bo przecież ja taki niedowiarek nie znałam takiej miłości i dużo czasu upłynęło nim dałam się przekonać, że jestem całym jego sensem. Tyle dla mnie zrobił, że to nie mogło być nic innego.
Te słowa ciągle są ze mną. Opiekuje się mną kiedy mi czegoś brak.

Teraz pojmuje czym są więzi międzywymiarowe.
Do grobowej deski i jeszcze ponad. 
Działają jak siła. Skoncentrowana.
Nawet jeśli moje ciało było zmęczone.
Ta siła oddychała mną.
Upadając wiem, że wstane. Wiem, że mogę odpuścić.
Że nadmierne ciśnienie nie jest potrzebne.
Że wydarzy się to, co właściwe.
Że mogę iść swoją drogą w swoim rytmie i ufać sobie.
Dostalam tak wiele od Niego. Nikt o mnie nie dbał w taki sposób. W konkretach. Wytrwale i stabilnie.  Często zabawnie.  Zawsze wiedział telepatycznie , którą aplikację we mnie uruchomić.  Czego mi trzeba. Abym nie utknęła w mojej emocjonalnej naturze i stąpała lekko. Ale świadomie.
Jeśli nosiłam w sobie jakiekolwiek blokady przed prawdą to właśnie on mi je porozwalał.  Skutecznie. Wzmocnił słabe punkty. Szlifowałam na nim swoje pierwsze kroki w masażu. Nie był łatwym pacjentem. Zawsze mówił co jeszcze mogę poprawić. Chciał, abym była wibitnie dobra, w tym co robię. Abym stabilnie stała na własnych nogach.

Pamiętam ostatni masaż. Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Wrócił z prezentem. I nadal niewiele mówił. Potem zadzwonił, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Choć ja swoje zczytałam z jego ciała, choć nie rozumiałam jeszcze wtedy co się święci , ale poczułam coś czego nie umiałam wytłumaczyć.  Długo płakalam.. Nie rozumiejąc dlaczego. Tak dłońmi chyba już zczytałam co się święci. To już było powolne żegnanie się. Odzwyczajanie mnie. Dystansowanie.
Gdzieś ponad tymi ziemskimi zależnościami oboje czuliśmy, że nadciąga koniec naszego doświadczenia.
Czasem mam wrażenie, że Jego odejście było rodzajem silnego bodźca, aby przerwać moje uśpienie, zatracenie. Wywaliło mi na powierzchnie cały ból, gdzieś skrywany.
Pewnego rodzaju szlachetną przysługą. Poświęceceniem się w imię dobra. Głeboko ukrytego.
Chyba odegrał mi taką rolę. A zdrugiej strony zrobił to dla siebie. Dla swojej autoterapii. Ziemskie życie nie dawało takiej możliwości. Jako dusze oboje tego potrzebowaliśmy. Służyliśmy sobie wspólnemu wzrostowi.

Miłość, która jest ponad wymiarami przetwa i to.
Dziś jedyne co mam do niego to ogrom wdzięczności i docenienia. 
Wiem jak szlachetne to było.
Są momenty, że mi go brakuje. Bo przerośnie mnie techologia. Siadam w beradności i myśle. Skoro on wiedział co zrobić to i we mnie ta wiedza musi być. I rozwiąanie przychodzi kiedy odpuszcze ciśnienie.
Był niesamowitym człowiekiem. Głeboką duszą. Poprowadził mnie do mojej subtelnej mocy.
W pewien sposób dojrzałym. Bez chorego ego. Bez zbędnych dąsów. Nawet jak były trudniejsze momenty między nami to i tak wiedziałam, że mnie nie odrzuci. Że jego ramiona zawsze są otwarte. I tam znajde oparcie. Bo kłótnie są powierzchowne i przejściowe. A uczucia stałe.

Bo to, że teraz jestem właśnie w tym miejscu siebie to znaczny wpływ Jego osoby.
To dzięki Niemu taka przemiana. Wydobył ze mnie te aromaty.
Swoim całokształtem. Od piewrszego momentu jak się poznaliśmy aż do teraz. Zapewnił mi cały szereg emocji. Od szaleństwa po ekstaze. W ostateczności wyzwoliłam się ze zbędnego lęku.

Ponoć za każdą kobiecością stoi męskość,  która daje impuls, bezpieczeństwo i ochronę. Bym nie bała się schodzić do swych zakamarków i integrować tego, co zapomniane. Pisać o tym . Mówić. Koić.

Adrian.
Tak wiele mu zawdzięczam. Nie ma go już 4 lata. A te uczucia nadal mnie chronią. Nadal są przy mnie obecne.
A we  śnie? Zrzucił z nieba antenę  i po niej zszedł. Na ziemie. Stanął za mną. Choć nie mógł dotknąć. Był dużo większy niż w ziemskim ciele. Jakieś trzy razy. Miał dość eteryczną formę.
Zamiast rąk skrzydła. Ogromne... Ciepłe.... Bezpieczne...  Roztoczył je nad mną, a one mnie przeniknęły. Było mi tak ufnie. Stojąc na ziemii mogłam poczuć tę niebiańską jakość. Obudziłam się, a  odczucie pozostało.

Tamta noc zapisała się we taką informację, że mogę chodzić sobie po ziemii bezpieczna, bo osobista anielska opieka czuwa. Ta energia stoi na straży mojego życia... Jest obok. Zostałam na zawsze wyposażona  w te jakości i nie da się tego pomylić z niczym innym
Choć nie ingeruje w moje wybory. Ale nie pozwala też obciążać siebie. Wyrzucać sobie, że mogliśmy żyć inaczej.
Ostatnia informacja 0d Adriana mocno mnie koi, a jeszcze bardziej wzrusza. Była odpowiedzią na moje myśli, że  moja poprzeczka była zbyt wysoka. Że może za dużo wziął na swoje barki.
" Chcę, żebyś wiedziała, że nigdy nie czułem tak czystej miłości"

Były dni, że tęskniłam za nim. Za jego Wrażliwością. Szaleństwem.  Wszechstronnymi talentami.  Znał się na wszystkim. A jak się nie znał to uczył się w trakcie. I uczył mnie, abym nie schodziła poniżej swoich marzeń. Abym nie zadowalała się byle czym. Bym znała swoje standardy i umiała je zmaterializować.
Pokazał mi takiego siebie jakim nikt Go nie znał. W sumie to niczego się nie bał.

 A ja ? 
Nie znałam nigdy dotąd takiej miłości, 
którą czujesz  gdzieś ze środka brzucha. 
I słuchaniem pamiętasz jak bije Jego serce.
Miekkość koszuli na policzkach. 
Nie przypuszczałam, że będę, aż tak tęsknić.
Wodzić po ścianach.
I  tęsknić. I zamiast ich  kamiennej  faktury widzieć zaangażowanie człowieka oddanego. 
Takie z samego centrum.
Tylko dla mnie.
Pamiętam każdą rozmowę.
Jak kleił gresy.
Pamiętam to skupienie.
To spoglądanie w moje oczy czy mi się podoba.
Zrozumieć wreszcie, że ten jego pracoholizm... miał swoj sens.
Bym mogła realizować swój/nasz plan.

Dalej. Lepiej. Bardziej. Spokojniej

Jakby czuł, że nie ma za dużo czasu, a chciał zostawić po sobie jak najwięcej. Wysoko stawiał swoją poprzeczkę.  Wymagał, ale najpierw od siebie. Był taki ambitny. Bym ja mogła dalej  nieść te wartości.  Rozwalać nimi ludzki beton utkany z  napięcia i lęku. Na bardzo wysokosubtelnym poziomie rażenia. Już wtedy nasz dom był miejscem otwartym dla ludzi. Ponoć czuć było tylko miłość i szacunek.
Każdy był i jest tu mile widziany.

To się nie zmieniło. Każdy kto chce mnie odwiedzić może czuć się zaproszony.

Mam szczególny sentyment do tej historii. Znacznie mnie ukształtowała. I jest to moment, kiedy wiem, że on jest gdzieś do góry. Ja na ziemii. I wreszcie mam zgodę i to, aby i z tej historii uczynić siłę. Uwolnić się od przywiązania do siebie. Byśmy nadal mogli wzrastać. Każdy  w tym, czego potrzebuje.

Miłość to nadal wolność podążania we własnym kierunku.
Miłość ma wzmacniać całe dobro. Ale bez przywłaszczania.

Dzięki tej historii uwolniłam się od strachu przed zmarłymi. To  nadal te sama jakość uczuć, którą znałam z ziemskiego życia. A może nawet dużo bardziej czysta i troskliwa.
Wszechogarnająca, bo patrzy z góry.

Mam świadomość w jakiej rzeczywistości wszyscy żyjemy.
Widzę wszystko.
Cierpienie też.
I właśnie wtedy wiem po co jestem.
Tu, gdzie jestem. 
W jakim punkcie siebie.
By nie zgadzać się na nic poniżej.
To, co prawdziwe zostaje już w człowieku na zawsze.
I to moje dobro.
Niose je gdzieś na sobie
i rozniecam dalej.

Takie moje "wszystko".

Instynkt




Dzika natura.
Instynkt.

To jest ta jakość, ktora pobudza.
Jak to u mnie pracuje?
Po prostu ma być to i   nic innego!
Muzyka pobija bit.
Moment mocy!
Dodajesz gazu i lecisz.
Teraz albo nigdy!
Masz pewność, że jesteś w centrum swego Wszechświata.
Całym sobą

Najbardziej pożądanym miejscu i czasie.
Że dzieje, się to, na co czekałeś.
Mniej lub bardziej świadomie.
Ta chwila jest  całkowita.
Jej treść wypełnia Cię po brzegi, a reszta wylewa się. Ponad Ciebie
Na otoczenie. Nikomu nie żałujesz swojej energii, bo masz jej ogrom.
Bo produkujesz na bieżąco.
Choć wybierasz już nie marnotrawić jej do zamkniętych drzwi.

Tam, gdzie czekają na Ciebie . Wiesz
Jesteś ciepło przyjęty. Twoja obecność koi.
I od razu jest celebracja. Bo jakieś iskierki zostają
I czujesz ciepłe myśli, które długo opiekują się Tobą.

Być może akurat dziś czujesz tylko
minimalny szkic swych potencjałów
Nie szkodzi.
Chcą Cię bez warunków
I dziękują, że jesteś.
Właśnie taki
Bo też mogą pozwolić sobie na słabość
Mogą wreszcie odetchnąć
Zluzować majty
I być sobą

Żadnych wątpliwości.
Zakładasz sukienke. I tak!
Leży idealnie.
Poznaje kobietę, a jej głos mówi wszystko.
Pierwsze słowo jest takie zapraszające.
Wręcz przytulające.

Nawet jeśli dostaniesz cios
Rzeczywistość Cię przerośnie
Zleją cię łzy
bo nie jesteś w stanie ich powstrzymać.
Bo one też niosą informację.
Są kąpielą, która obmyje
Zapis genetyczny.

Chcesz pobyć w swoim zaciszu
Chcesz sie wycofać
Pewnie. Ile tylko potrzebujesz
Ale bedą czuwać.
I przypominać, że  nie jesteś sam.

Szczęście

Baw się wyjątkowo dobrze.

Kiedy Ty jestes szczęśliwy

Szczęśliwi sa wszyscy
co byli,

i będą cześcią Twojego życia

Twoja prawdziwa natura


Jeśli kiedykolwiek zwątpisz
Jeśli ogarnie Cię strach

Przypomnij sobie

To co płynie przez mnie
Jest i w Tobie
Jest stałe

Będzie Cię chronić w Twojej walce

Wierzyć, kiedy Ty zapomnisz

Trzymać za rękę
Czuwać

Kiedy zamilknę
Wiedz, że nic się nie zmieniło

Nadal jestem obok

Pomyśl tylko przez moment
A moja czułość obejmie Cię
Moje serce jest pojemne
I wydobędzie taką obecność jaką potrzebujesz

Wyślij mi tylko myśl
Odpowiedź przyjdzie
Wzmocniona i pomnożona

Będzie tym, czego potrzebujesz

Znam ziemskie realia
Znam momenty, kiedy brakuje sił
Pamiętaj, że nigdy nie jesteś sam

Siła, która  Cię prowadzi
Cierpliwie czeka
Na moment zatrzymania
Jest w Twoim oddechu
Dotyku

Patrzy Twoimi oczami


Ty  nigdy nie jesteś sam

Pójdź nad wodę
Ona Ci przypomni
Ona Cię wzmocni i uskrzydli

Ja też tam będę

                   Twoja Esencja

Piękno w kobietach




Weszłam do galerii.
Sciany oblepione obrazami.
Mój wzrok przykuło jedno dzieło
Kobieta
zniewalająca.
Siedziała tyłem.
Z gołymi plecami
Długie blond włosy
Przerzucone przez jedno ramie
Ujęła mnie jej delikatność
Ona. Niby zwykła. A jednak jedwabna.
Frywolna a Stała
Zapatrzyłam sie w nią.
Była taka doskonała
A jej czar niósł słowa
Pora powrócić do swej subtelnej natury.
Pora usłyszć ten głos
Który woła
Nigdy krzykiem
Nie szuka ambicji
Kiedy odpuszczam
wtedy mogę go usłyszeć
W sobie
Niewiennie i bezbronnie
Co czuję
Jak czuję
Co chcę
Jaką jakością chce oddychać
Sesja na koniec dnia zwieńczyła
Przekaz
Kobiety tesknią za subtelnością
za uczuciowością
Za współistnieniem
Za przyjmnością
A wyzwania są gotowe oddać
Mężczyznom
Zarabianie
Dyscyplinę
Ambicję
Oddać to co im należne
By wspierać
Radością
Wiarą
Inspiracją
By potencjały mogły się uzupełnić
I by każda z płci stała w należnych sobie jakościach.
Kobieta w kobiecych tematach
Mężczyzna w męskich
Takiego świata potrzebujemy
Tego będziemy się uczyć
Aby każdy pozostał w tym,
do czego jest stworzony

poezja na dobranoc

Najładniejsza poezja, wyszukane wyznanie
Może mi tak mówić

"Kiedy cię spotkam co ci powiem
że byłaś światłem moim Bogiem
że szmat już drogi przemierzyłem
i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
odległą gwiazdą w sztolni nocy
zachodem słońca 
snem proroczym
przestrzenią serca której strzegłem
jak oka w głowie 
dla tej jednej
mądrej i pięknej ludzkim prawem
ave

Kiedy cię spotkam czy ukryję
wszystkie kobiety których byłem
pacjentem 
uczniem
profesorem
żal nie na miejscu i nie w porę
jak mogło być a jak nie było
że wszystko na nic
 tylko miłość
na wieki wieków i że żaden
człowiek nie był mi tak potrzebny
ave

Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć
żebyś nie mogła w oczach dojrzeć
starego głodu którym hojnie
obdarowałem tyle spojrzeń
blasku księżyca który każe
od ścian odbijać się od marzeń
do zjawy twej wyciągać ręce
w śniegu pościeli pisać wiersze
szkłem ryte skrycie tatuaże

ave"

Ave. Mirosław Czyżkiewicz

Ciało



Ciała 



Wiele ich wymasowałam i usprawniłam. Były tak różne. Szczupłe i otyłe. Wysportowane i z celulitem. Owłosione. Z bliznami. Z Odciskami. Obolałe. Opuchnięte. Bez rąk. Z jędrną skórą. I  pomarszczoną. Niesymetryczne. Zwyrodniałe.
Schorowane. Cierpiące i te pełne życia.

Zdarzyło się, że ktoś wsydził się swoich pryszczy, łaskotek, burczenia w brzuchu.
Przepraszano mnie za te "dysfunkcje"

A ja już tak dawno oduczyłam się osądzać. Nie ma idealnego wzorca. Jesteśmy różni. I uroczy i pokrzywieni. Na swój sposób wyjątkowi. I to jest cudne.

Moje ciało też się zmieniało. Czasem jest smuklejsze, sparawniejsze. Innego dnia ociężałe, tu i ówdzie okrąglejsze. Uczyło mnie akceptacji. Bo nie wszystko szło po mojej myśli.

A ciało ma swoją mądrość. Tymi dysfunkcjami prowadzi do właściwej wiedzy. Do współpracy. Przemawia swoją historią. Zapisuje wydarzenia. I właśnie na ten moment jest w swojej właściwej formie. W swoich procesach. Takich jakie mają być. Ma do tego prawo.

Pytano mnie o diagnozy

Kiedy ja zupełnie nie potrzebuje nazywać jednostek chorobowych. Po co? Aby utwierdzać w przekonaniu i zasilać ich istnienie? Wbijać do głowy problem i podszywać go lękiem. Wiem jak to działa. Tzw. choroba to przejściowy stan. Szkoda energii. Będzie trwać dopóki nie nauczysz się jej i siebie. Albo bardziej dbać. Albo bardziej luzować.

Mój fokus koncentruje się na rozwiązaniu. Na lokalizacji.  Na miejscu, które potrzebuje uwagi, rozluźnienia. Dotlenienia. Uruchomienia przepływu krwi i limfy.

Ciało troche przypomina obieg hydrauliczny. A limfa kanalizację i w niektórych miejscach bardziej się zatoruje marwtymi komórkami.  Zepnie. Skurczy. Zgęstnieje.

Czym jestem zainteresowana? Co znacznie ułatwia proces zdrowienia?
Otwary umysł, który chłonie. Daje sobie nową możliwość Ponad to co już zna.. Stan bez upierania się i spinania i nadmiernego kontrolowania.

Nawet jeśli nie wszystko rozumiesz. I doszedłeś do punktu "nie wiem"

Właściwie mogę gratulować. Bardzo odpuszczający stan.
Życie ma troche swoich tajemnic. I takiego dobra, którego potrzebujesz.
Jesli pozwolisz sobie je przyjąć.

Uniesienie i Zwątpienie



A co jeśli nie istnieje dobro bez zła? A co jeśli to, co Cie wkurza jest  aspektem na którego nie chcesz patrzeć? Cieniem, który Cie prześladuje dopóki go nie uznasz. Uciekasz przed nim. A dlaczego odmawiać sobie coli , albo innych niezdrowych rzeczy? A po ch.j być idealnym? Żeby powiedzieli "tak to był dobry człowiek". Znam i tych. Uwierz mi codziennie żyją w swoim wewnętrznym piekle. Zaglądamy tam . Brr. Pachnie zgnilizna. Bo to nie jest cała prawda. Prawda jest słodko-gorzka.

Upadają "ideały" Wiele takich idealnych koncepcji szlag trafił. I nadal trafia. I moje idealne plany też się rozpadły. Ponoć życie zaczyna sie tam, gdzie odpuszczasz swoje oczekiwania. Chcesz rozśmieszyć Boga powiedz mu o swoich planach. Będzie miał ubaw. I dostaniesz coś zupełnie innego. I potem zostaniesz zapytany czy umiałeś wykorzystać te szanse. Nie urodziłam się chyba aż tak szalona. Zycie mnie tego uczyło. Nadal mnie uczy. Chciałam być dość standardowa. Ni cholery mi nie wyszło. Studia. Dom. Posłuszna córka. I co? I sporo odwróciło sie przeciwko  mnie.

A życie i tak zabrało mnie na swoja przygodę.
I wyposażyło mnie w dary, z którymi ciągle pogłebiam relację
Działają wiele. Dla tych którzą są otwarci.
Kiedy pokazywało mi tematy do przerobienia
Byłam wzruszona i przerażona
Wyłam do księżyca
bo wydawało mi się , że nie podołam

Jak wytłumaczyć człowiekowi, który tylko zna
Upór i walke, że w ten sposób zabija siebie i znaczną część swojej osobowości, ma wapartą. I ta wyparta część woła o pomoc. Właśnie do mnie. I na dodatek
jest totalnie sceptyczny na moje nielogiczne umiejętności.
I najprawdopodobniej obrazi się na mnie.
Kiedy usłyszy prawdę.
I jak nie naruszyć jego zaufania i wrażliwości.

Coż ryzykuję. Nie zawsze usłyszę podziękowanie.
Ludzie wolą słodkie kłamstwo
Szczerość nie zawsze jest witana z otwartymi ramionami.
Ale inaczej się nie da. Mówię i daję czas.
Na trawienie. Na odpuszczenie.



Czym jest życie?
Jest prawdą
Rozkoszną i Bolesną
Uniesiem i Zwątpieniem
Budowaniem i Upadaniem.
Znam Szaleństwo i Powage
Świętość i Demoniczność
Nawet małe dziecko
robi śmierdzącą kupę
i puszcza bąki.
A dorośli chcą być idealni
W tym świecie jest miejsce na wszystko
I moje pisanie się zmienia.
Nie mam zamiaru nikogo uczyć
Przekonywać.
Bo nie jestem doskonała.
I nawet nie mam takich ambicji.
Jestem różna. Zmienna.
Wielowątkowa
Ciepła i Zimna
Taka jak natura.

stare przyjaźnie


To był poniedziałek. Po melancholijnej niedzieli.
Dzień, w którym doceniłam stare przyjaźnie.
I te niby przypadkowe spotkania
Najfajniesze rozmowy przychodzą nieoczekiwanie
I mimo tylu uroków życia
Obydwie wiemy, że życie momentami potrafi być zjeb..e
Bez większego powodu
Bo tak!

I właśnie wtedy nas oświetla, że przecież
Mamy to co chciałyśmy.
Kupe wolności, sporo siły
Cała paletę wrażeń
Niczego nie żałujemy
Kiedy wracamy do wspomnień
Ci nieobecni są z nami
przeszywają nas ciary
Z góry do dołu. Z dołu na góre
Po kilka razy

To znaczy , że to wszystko warte było przeżycia

I okazuje się, że jesteśmy w pewien sposób do siebie
tak podobni. Wszyscy
Swoimi słabościami
I potrzebami
Chcemy kochać i być kochani
Tylko tyle i aż tyle
I mimo mnóstwa ludzi
Można czuć się samotnym
Nie z braku ludzi w ogóle
Ale z braku dogłębnego porozumienia
Spotkania się na tej samej fali
Kogoś kto cię wysłucha tak jak chcesz być wysłuchany

A ludzi masz takich jak bardzo otwarty jesteś
Jak bardzo gotowy jesteś się wywewnętrznić
Pokazać słabość i kruchość.
I pewnie pojawia się ktoś, kto rozwala Ci  dotychczasową układnkę

Chwilowo nie wiesz co zrobić, ale
z tego co się rozsypało wybierasz tylko te klocki, które
są nadal aktualne,
żywe, nieco zagadkowe i chcesz je widzieć jutro
i przypuszczalnie za 100 lat
Bo ciągle Cię intrygują

i znów rozejść się nie możemy.
Widzimy jak życie nas ukształtowało
Jak nadal  to spotkanie nas cieszy
Jaką drogę przeszłyśmy. Samodzielnie
I jak dobra jest wzajemność.
i jak fajnie nam się nadal razem klnie.
Wręcz płynie poezją

Jakby życie zatoczyło krąg
Jakbyśmy znów miały po naście lat
Na koniec stwierdzamy, że jednak trzeba mieć otwarte serca
nadal być kobiece
w sposób kobiecy mówić tam, gdzie trzeba  - spierdal.j

 Poprawiać kokardki i iść dalej.

Rozumiem motocyklistów




Przerażenie miesza się z Rozkoszą
Poddanie z Zachwytem
Przekroczenie bariery ciała
Pęd uniesienia
Pisk wyrwany z gardła
Stan Bytu i Niebytu
Inny wymiar odczuwania
Zatracenie granic
Powietrze porywa lęk
Moc miesza się z Niemocą
Opór i jego brak
Prędkość odrywa od ziemii
Zatracenie
Odpuszczenie
Wzbijanie
Ukojenie
W bezpiecznych objęciach wiatru
Powoli spowalnia
Zatrzymuje się
Nieokiełznzana siła doznań
Przenika gdzieś po końce włosów
I biegnie dalej
Poza receprywność
Więcej niż orgazm
Najlbardziej treściwe 4 sekundy do 100
Oszalałam
-----------
Oto wrażenia z przejażdżki motocyklem
Zrozumiałam więcej niż chciałam
Rozumiem motycyklistów i tych co kochają prędkość
Bodziec niedostępny w codzienności
Rozpuszcza oczekiwania
Zostaje na długo
Zaczynam kumać i to stwierdzenie
"Jeśli dla czegoś warto żyć
To i warto dla tego umrzeć"
"nic bez ryzyka nie jest warte posiadania"
Trzeba doświadczyć by zrozumieć
Dość wyszukany stan istnienia
Dzięki kumplowi Hubertowi i jego pasji
zaliczyłam tę niespodzianke. Dziękuję
I że w tak dojrzały sposób podchodzi do tematu, który
odnawia życie, a jednocześnie może je zabrać



Kiedy miłość się wypali - Zdrady




Są próbą zapełnienia deficytu związkowego. Mówią o tym, że uczucia i ogólnie fundamenty uczuciowe są tu pod dużym znakiem zapytania. Kiedy nie ma pysznego jedzonka w domu. Chodzi się na fast foody na miasto.

Czemu zdradzają  kobiety?

Szukają ciepła miłości, zrozumienia, męskiej jakości, silnego ramienia, czułości, podbudowania własnej wartości, poczucia atrakcyjności.

Czemu mężczyźni chodzą na boki?

Skarżą się, że ich ciężka praca nie jest doceniania, Że oni jako osoby nie są wystarczająco uszanowani. Że żony przestają rozmawiać, pisać, interesować sie ich potrzebami. Komunikacja przebiega tylko w temataach przyziemnych, organizacyjnych. Coraz wyższe wymagania. Ogólnie czują się jak maszynki do zarabiania pieniędzy. Wychodzą z domu na  współczesny poligon wyzwań o byt. I umęczeni chcieliby wracać do domu, w którym jest miłość, ciepło. I mogą zostać ukojeni. Brak zbliżeń. Brak bliskości intymnej, emocjonalnej, fizycznej.

Co na to ciało?

Dopóki złość, nienawiść nie zostaną uwolnione kumulują się. Na sercu- uczucia. Sexualność- związki intymne. Gardło nie wypowiedziana prawda. Głowa - lęk, przed oceną, przed własnymi demonami.

Co jest najbardziej boli?
Kłamstwo z premedytacją. Podwójna morolność. Że on patrzy w oczy i oszukuje w żywe oczy. Kim on/ ona jest. Czy ja w ogóle znam tę osobę.
To rodzi nienawiść. Siła jest tak ogromna jaka była miłość, tyle, że wektor jest na drugim biegunie. To rodzi bałągan psychiczny. Najpierw zdrada, a kiedy jej fala osiągnie swój szczyt opada. Potem wyrzut sumienia. Poczucie winy. Próba karania siebie. Autodestrukcja
Z dotychczasowego domu robi się piekło. Nie do wytrzymania. Aż coś pęką i ktoś odchodzi. Często zakończenie to rozwód.

Dalsze wspólne życie wymaga dużego uzdrowienia siebie od środka. Każdy tu musi wziąć odpowiedzialność za siebie. Wielka pokora i szacunek wobec siebie. Jeśli jeszcze uczucia nie zostały spalone. Dojrzałość.

Zdrada albo wzmocni albo przyczyni się do rozpadu. Generalnie rzutuje na całą rodzinę. Wywala każdy schowany brud od korzenia. Sprowadza do samego siebie i źródła problemu. Na samo dno. Aby tam zajrzeć. I odnależć i zagubione części siebie. Te których szukaliśmy u partnera.
Właściwie zawsze kiedy pojawia się wątek zdrady nie koncentrujemy się na skutkach, ale przyczynach. Czyli poszukanie swojej własnej wierności. Zapełnieniu swoich braków. Odbudowniu swych silnych nóg. Aby najpierw polegać na sobie. I umieć wziąć odpowiedzialność za siebie.

Co cenię sobie w męskiej populacji?



Mężczyźni będzie o Was

Normalnie chyba zacznę się nagrywać
na sesjach, bo wtedy
teksty prawie same się piszą

Co cenię sobie w męskiej populacji?

Szczerość i konkret.
Wielu z Was od razu mówi swoje spostrzeżenia, z czym ma problem.
I tak jest prościej
Szybciej i skuteczniej docieramy do sedna
I wiemy, który aspekt warto doenergetyzować
Co i we mnie wyzwala precyzyjniejsza komunikację
I zcentrowanie energii
Przekładanie moich odczuć, doświadczeń, wiedzy na męską logikę
Tak odmienną od kobiecego pojmowania
Dzięki Wam otwieram w sobie nowe furtki do zrozumienia Waszego świata

Kiedyś dawno dawno temu pełniłam funckję
inspektorki kontroli jakości .
Współpracowałam z wieloma mężczyznami
Wiele mnie to nauczyło o męskiej psychice
Ogólnie męskie ego i ambicja nie zawsze pozwala
Wam na okazywanie słabości, przyznawania się do błędów.
Przyznawania się do wewnętrznego poczucia samotności
Niezrozumienia. Poczucia odrzucenia.
I nikt nie może Cię odrzucić jeśli Ty nie odrzucisz siebie.
Tak jesteście skonstruowani, że troche uciekacie przed własnymi emocjami
A szkoda.
Bo gniew, bunt, wkurw
To są te jakości, które mówią co jest do korekty.
Że gdzieś dajesz się "wydymać"
Wciągać w nie swoje tereny.
 Zaś smutek o  braku
Nałogi   trochę zapełniają te  pustkę. A raczej otumaniają odczucia.
Potrzebujecie też bliskości emocjonalnej.
Czułości. Rozmowy. Akceptacji.
Nie oceniam, ani nie potępiam. Po prostu widzę, że tak jest

Jak działa na mnie męskość?

Męskość budzi we mnie większą dynamikę działania.
Ukierunkowuję je.
Szybciej jeżdżę autem i co gorsza coraz bardziej mi się to podoba. Głośniej słucham muzyki. Więcej i skuteczniej działam.  Czuje większą adrenalinę. Idę w ryzyko.
Szybciej podejmuję decyzje. Tam gdzie trzeba wspieram. Kogo trzeba ochrzaniam
Dużo się hihram. Czasem non stopem.
Mówię co mi pasuje, a co nie.

Przy współpracy z fachowcami
Rozmawiamy o konkretach. Celach. Efektach. Zyskach. Stratach.
Finansach. Terminach. Logistyce. Zakresach. Liczbach.
Czasem słyszę też krytykę, która potrafi być konstruktywna
i też to lubię, bo mogę skonfrontować się ze sobą, na ile mnie ona
wybija z rytmu. Być może niesie wartościowe treści i mogę coś udoskonalić.

Facet jeśli się ma zaagażować w  cel najpierw kalkuluje opłacalność.
Facet jest bardziej biznesowy. Co też swój urok ma.
A najbardziej powalają mnie jak mężczyźni mówią o wyborach swoich partnerek.
Że nawet jak już są z nim dużo lat to widzą te kobiety nadal tak samo jak wtedy, kiedy się poznali,  Kochają je tak samo.
Jakby im się klatka pamięci zatrzymała w młodości.
Że żona ma się tylko jedną, a potem to są tylko przyjaciółki
No faceci rozwalacie moją konstrukcję
Że jesteście też uczuciowi.
Ale warto pamiętać, że pierwsze wybory służyły często poznaniu siebie.
Dojrzewaniu . I często pierwsze związki mają wyzwolić nieświadome treści , uwarunkowania, ograniczenia z podświadomości, programy traum pamięci komórkowej. Doprowadzić do konfrontacji, do pewnego kryzysu
I na ogół po zintegrowaniu siebie również związki są  oparte na większej bezwarunkowości i czystych intencjach. Bez oczekiwań finansowych. Chęci wypełniania własnych dziur.
Dojrzałe związki to chęć dzielenia się radościami, przyjemnościami ze wspólnego czasu.

Podsumowując
Fajnie , że jesteście i wnosicie ciekawe jakości w moje postrzeganie.
I mnie to bardziej rozprzestrzenia
Ubarwiacie moje życie.
I dziękuję, że obdarzacie mnie zaufaniem i się  otwieracie.

Totalnie zauroczony



"Lato w Paryżu"
"Totalnie zauroczony"
"Podniebna podróż"
"Niewysłany list"
Jakieś skojarzenia?
Dla mnie brzmi jak historia
niespełnionej miłości
Inspiracje są
wszędzie
Kolory są wszędzie
Dopadają mnie kiedy im się podoba
Pomiędzy półkami marketu budowlanego również
A ja tylko farbe kupić chciałam
I weź tu człowieku bądź konkretny
Logistyczny. Zorganizowany. Zgodny z planem. I na czas
Ja stanowczo protestuje!
Jak tu żyć?
Ten świat zewsząd mnie rozprasza!
A miałam być taka skupiona
Na celu.
Precyzyjna jak laser.
Czas mnie poganiał
Im bardziej o tym pamiętałam
Tym gorzej mi szło
Dobrze, że ludzie mnie wspomagali
Wskaźnik moich mocy przerobowych
nie był zbyt ambitny
Niby sporo załatwione
Choć nie wszystko na dziś
I wiele niezgodnie z planem
Uczona byłam dziś wyrozumiałości
Taaaa. To trzeba się mną urodzić
Żeby to pojąć
I weź tu nie zeświruj
Człowieku
No weź

Cienie osobowości


Jest we mnie tyle wątków.
Tyle historii.
Jeszcze więcej sprzeczności
Kiedy stoi obok mnie dojrzałość i determinacja
Mocno stoje i na swoim gruncie
Nie ingeruję.
Bo moja energia mogłaby zakócić
Twą stabilność
Moge Cię tylko upewnić
Tak przyjacielu... Właśnie tędy
Wolna dusza budzi we mnie potrzebę frywolnej zabawy
Czysta wymiana radości
Lubię tak
Uczyłam się długo jak stawać do swej "nagości"
I jeśli jakiś pierwiastek trafi do otwartego serca
Cieszę się ogromnie
Nurkowałam w siebie głęboko.
Właziłam w każdy mrok.
Wiem jak się tam poruszać.
Aby nie ugrzęznąć
Co tam spotkałam?
Wszystko co ludzkie
Była tam mała dziewczynka
Na huśtawce
Chciała biegać z rozwianymi włosami.
a ja więziłam ją w sobie.
Bo przecież dorosłość ma swoje normy.
Była też stara zmęczona życiem kobieta
Leżała na podłodze w piwnicy
w zimnej mrocznej jaskini
Miała szarą pomarszczoną twarz
Ciało nie miało siły dalej iść.
Spełniała narzucone jej oczekiwania
a wewnątrz czuła się totalnie wypalona
Wiem kim ona była
Archetyp mojego cienia
Na pewno nie moja bajka
Z zaciśnietymi zębami pchała kamień pod górę
Im głębiej schodziłam tym więcej aspektów widziałam
Dopiero jakieś 3 lata temu zobaczyłam
Piękną radosną dziewczynę
Wolną duszę
Była taka ładna.
Ciemne włosy. Anielskie spojrzenie
Zachwycona życiem. Promienna
Chciała od życia więcej
Bardziej
Mocniej
Inaczej
Na niekórych zdjęciach widzę do niej podobieństwo
I wreszcie była ta, która jest kolorowym motylem.
Zeszła z nieba przy kamieniach.
A jej iskra kazała budować swoje życie po swojemu.
Skrzywiła się mocno, kiedy chciałam ją zatrzymać
Musnęła mnie obłędnym spojrzeniem
Po czym odleciała do swojego domu
Obudziłam się lekka. Jak ona.
Dostałam od niej impuls
Reszta działania należała do mnie
Pokazała mi jak
Wyzwalać się z kokonu poczwarki
I odpadały ze mnie kolejne zasłony
Zrzucałam wstyd
Lęk
Ból
Słabość stała się wrażliwością
Lęk przejawiał się wyzwaniami
Czuję tę siłę coraz bardzej
Czym ona jest teraz?
Poruszaniem się po nieznanym.
Ciekawością dziecka
Korzystaniem z tego, ile umiem dziś
Ucieleśnieniem swoich fantazji
Wrażeniem, którego jestem ciągle głodna.
Badaniem stopą nowego gruntu
Niespodzianką losu
Zauroczeniem
Akceptacją
Idę w to
Chłonę
Chcę
Jestem

Mam Ci tyle do powiedzenia




Że tematy budowlane układają się w logiczną całość
Że ta moja niepewność
Po woli przeradza się w zaufanie
I w tych sprawach robię się coraz bardziej cierpliwa
Co wiesz, że nie jest łatwe
Że najlepiej kwitną te kwiaty
na które patrzę codziennie
Że nadal lubię gorącą czekoladę
Że mój instynkt sprawdza się bezbłędnie
I dobrze mnie prowadzi
Że lubię jak wiatr
bawi się moimi włosami
Że owoc spada z drzewa kiedy do tego dojrzeje
Że wszystko wydarza się wtedy, kiedy jest na to gotowe
Że bywam romantyczna i radykalna
Że w szaleństwie też jest metoda
A miasto najwięcej uroku ma nocami
Że jakaś moja pustka została zapełniona
Że nie czuje potrzeby biegania za ludźmi
Ani ciągnięcia ich za sobą
Nadal jeszcze wiele nie wiem
Ale odpowiedzi znajdują mnie kiedy są potrzebne
Że nie wiem jakich wrażeń dotknę jutro
Choć mam plan wstępny
Nawet nie wiem czy do kogoś trafią moje słowa
Nie wiem na jakiej strunie zagram
Jednego jestem pewna - lubię tę melodię
Że już nie musze być taka silna i odporna
Mogę stawiać lekko swoje stopy
Mogę mówić szeptem
Mogę chwilowo pozostać w bezruchu
Mogę implozyjnie scalać energię
Mogą tańczyć we mnie te sprzeczności
Nie musze nikomu nic obiecywać
Spełniać oczekiwań
Nadal czuję wszystko co wokół
I ludzki ból jeszcze rozrywa moje trzewia
Wyczuwam go na każdą odległość
i właśnie wtedy wolałabym wiedzieć i czuć mniej
Ale już chcę większej przestrzeni
Chce spotykać się w wolności i radości
A to co martwe zostawić za sobą
Żeby i do mnie przyszło to dobro
którego potrzebuję
Jeśli teraz jest czas
To czemu miałabym sobie go zabrać

Rutyna zabiłaby mnie




Rutyna zabiłaby mnie
Przeskakuje sobie między różnymi tematami
Niedawno z sąsiadem Leszkiem liczyliśmy metry przewodów elektrycznych w moim gabinecie
Rozmieszczenie halogenów, zasilaczy
Usłyszałam kiedyś, że byłby ze mnie dobry kierownik budowy
A bo ja wiem... Jak jest jakiś temat do ogarnięcia to ogarniam
Troche logiką. Trochę intuicją. Jak nie wiem "jak" to daje sobie na luz.
I włąściwa wiedza przychodzi podczas działania.
Wszystkie notatki na ścianach zapisałam i narysowałam
Niech się układają w sensowną i precyzyjną całość
Potem zgłębialiśmy temat mocy słów
energii kwiatu życia, i że "uczucia są uczące"
A że to facet to ma bardziej ścisłe i analityczne rozumowanie
postrzega swiat matematycznie i geometrycznie.
Fajnie tak złapać inną pewspektywę
Dobrze czasem zobaczyć jak moje swobodne gadanie
jest interpretowane.
No ciekawe to. Czasem zupełnie inaczej niż
ja to pojmuje.
Każdy odbiera świat śwoimi filtrami, co jest często zabawne i poszerzające
I znów dla odmiany totalnie inny klimat.
Prowadziłam szkolenie masażowe.
Energia kobieca subtelna i moje ulubione klimaty
Aromaty. Intuicja. Relaksujący dotyk. Skupienie
Poczucie zaopiekowania
Właśnie to mi najbardziej pasi.
Brak powtarzalności wrażeń.
Róznorodność. Zmienność. Nieprzewidywalność
I ciągłe bycie w ruchu i interreakcji z życiem.
Ta wszechstronność.
Przestrzenie niby już obeznane, ale ciągle w nowym wydaniu.
Czyli w poczucie stabilności i swobodne fruwanie po twórczych
nowych rozwiązaniach.
Dla wzrostu.
Gdzieś pomiędzy jest kontenplacja.
Herbatki. Smaki. Podsumowanie i planowanie
Tak jest najlepiej. Dla mnie zachwycająco.