Mieć artystyczną duszę







Hm mieć artystyczną duszę. Być wędrowcem i poszukiwaczem. Chcieć więcej. Ponad to co znane. Przełamywać tabu. Wnosić słowa, tam gdzie większość milczy. Wystawiać się na ocenę. I ta ciągła wątpliwość. Ilu Cię polubi? Kto zaakceptuje? Do kogo trafisz? Chyba wszyscy "inni" w jakimś stopniu się z tym mierzą. Bo masz totalnie niestandardowe pomysły. Poznałeś różne oblicza życia. Poznałeś różne szufladki, ale żadna na dłuższą metę nie była Twoja. Bo rutyna przestaje Ci wystarczać. Bo nie chcesz się skurczyć i zamknąć w swoim świecie. A opór jest. Bo sporo czujesz . Wzbudzasz ciekawość, bo jesteś taki "egzotyczny", "odjechany po swojemu", otwarty na rozmowę. Pewnie, że łatwiej byłoby być w swoich znanych, choć niewygodnych starych kapciach. Tylko czy nadal będziesz mógł spokojnie patrzyć w swoje oczy i wiedzieć, że nie zawodzisz siebie? Że nie zabrakło odwagi. Że zrobiłeś wszystko, aby to życie miało wartość. Dla Ciebie i dla świata.
Temat pokazywania swojej odrębności. Bo jak masz tak mniej więcej jak statystyczny Kowalski. Mąż, dzieci, wtapiasz się w tłum i żyjesz jak wszyscy. A co jeśli Twoje życie już od samego początku kształtowało się inaczej? Ty byłeś kształtowany inaczej. Życie wymagało inaczej. Byłeś kapustą pośród marchewek. Kubusiem Puchatkiem w bajce o Spidermanie. I wiesz, że nie jesteś taki typowy. Ilu Cię zaakceptuje? Ilu zrozumie? Wydaje mi się, że my idący swoją drogą, albo ścieżką, którą sami tworzymy, sami musimy sobie wydreptać szlaki swojej wolności. Odważać się za każdym razem. Przełamywać stereotypy. Swoje lęki przed oceną. Tu nic nie jest dane raz na zawsze. To ciągła praktyka. Wystawiać głowę. Choć nie zawsze odbiór taki jak by się chciało.
A może ktoś też tak ma?
Wyjątkowo owocnego dnia