poniedziałek, 12 lutego 2018

Akceptacja

Silna. Odporna. Zahartowana.
"Nic mnie nie złamie" - myślałam sobie
Właściwie to niczego się nie boję.
Nic mnie nie zdziwi.
Nie boję się samotności
Zawsze dam sobie radę.
Jest tyle wrażeń przed mną.
Tyle do odkrycia.
Miejsc. Książek. Muzyki. Ludzi.
Mam tyle pasji do życia.
Tym wypełnię sobię pustkę... Dam radę.
Brałam każdy ciężar.
Mój czy nie mój.
Bo przecież w pewnym momencie to przestajesz
rozróżniać gdzie są Twoje granice odpowiedzialności.
"Co jeszcze życie mi zabierzesz?" - igrałam dalej.
" Jaki cios masz jeszcze dla mnie?"
Spoko to przejściowe. Minie. Potrwa jakiś czas.
Miesiąc... Rok. A ja znów jak do tej pory zacisne zęby i podołam.
Bedę twarda! I tak sobie funkcjonowałam.
Organizm pewnie wytworzył sobie jakiś hormon znieczulający.
Aby tak być trochę jak za szklaną szybą.
Aby nie bolało. Ludziom też mówiłam, że ok.
Daje rade!
Jakoś sprytnie wybrnęłam. Byłam w tym na prawdę dobra.
Jakby w obawie, że jak usłyszę sama siebie to głos mi się załamie.
Tak najbardzej bałam się swojej reakcji.
Że się rozsypie w drobny maki i nie pozbieram.
Nie mogłam sobie na to pozwolić.
Jakoś tłumaczyłam sobie, że nie chce nikogo obarczać swoją tragedią.
Że musze być odpowiedzialna. I szłam w to dalej.
Ludzie. Obowiązki. Mama. Brat. Dom. Wszystko zorganizowane.
I jeb! Stało się!
któregoś dnia przyszła fala i mnie zalała.
Była wyższa ode mnie. Nie przeszkoczyłam jej.
Trzeba było nurkować
Zabrała mnie na samo dno rozpaczy. Pustki.
Ale chujowizna! Jak ją wytłumaczyć?
Pamiętam jak patrzyłam w swoje smutne oczy
I nadal nie wierzyłam.
Jak to - ja? Jaki tu jest ratunek?
Pobiegać. Poćwiczyć. Poczytać
Ze łzami rozkładałam mate i cwiczyłam.
Nie pomogło. Nogi jakieś ołowiane.
Jej! Całe ciało było takie "nie moje".
Jakaś ciemna d..a i bezsilność. Opadłam z sił, aby walczyć.
Pozwoliłam , aby to trwało na swoich zasadach.
Tym razem właśnie był to największy akt odwagi.
Gotowość, by zobaczyć te smutne oczy.
Też jakby " nie moje". Obce. Nieobecne
I z nimi być. Nie uciekać. Nie zagłuszać. Nie szukać porad.
Być. Zobaczyć siebie. Przyjąć siebie.
Tą, która jest słaba i bezbronna.
I nic nie wie
Wysłuchać ją. Zrozumieć.
Nie naprawiać. Być w tym, co jest.
Po raz pierwszy w życiu
nie wiedzieć co zrobić i dać temu zgodę.
Pozwolić, aby resztki iluzji, zaradności
rozpadły się na kawałki.
Do końca. Zejść jeszcze głębiej w otchłań.
I znaleźć tam swoją kruchość. Niewinność. Akceptację.
I wiedzieć, że taka też mogę być.
Że też to w sobie mam.
Że to ludzkie i naturalne.
Pokłoniłam się wtedy wszystkim ,
których chciałam naprawiać, zmieniać.
Najbardziej tym z depresją.
O jak wtedy bardzo ich rozumiałam.
Tym co mają zamknięte serca. Schowane klatki piersiowe.
Żeby nie czuć. Nie być świadomym swego bólu.
Żałożyć żelazną zbroję przed sobą i światem.
Uciec w cokolwiek. Dokądkolwiek.
A ciało tak bardzo pamięta, co je zrujnowało.
I czeka kiedy świadomość będzie gotowa na swój ból.
Wiedziałam wtedy , że im głebiej wejdę w tą jaskinię
tym radośniejsza wyjdę.
Ale już inna.
Z szerszym spojrzeniem. I spokojem w sercu.
Z jeszcze większą pokorą.
Wydawało mi się, że rozumiałam cierpienie.
Chyba tylko intelektualnie.
Miałam szeroką wiedzę.
Ale doświadczyć tego, przepuścić przez ciało.
Pozwolić mu się wytrząść. Wypłakać. Przetrawić.
I czuć się w tym bezpiecznie.
To był jakiś przełom. Jak egzamin dojrzałości.
Czymś, co chwilowo mnie zatrzymało.
Bym się jeszcze bardziej otworzyła.
Bym poznała jeszcze większą głębię.
W końcu z czego może wynikać siła?
Tylko z osobistego doświadczenia.
Wiem tyle ile dane mi było poznać na własnej skórze.
I jakoś się w tym odnaleźć.
I pokazać się tak światu. Wtedy łatwiej być blisko ludzi.
Teraz wiem, ze kruchość niewinność, wrażliwość
to ten rodzaj przestrzeni,
w której rozpuszczają się wszystkie zbroje, domki z kart.
Teraz wiem, że jedyne co mamy tu do zrobienia wobec siebie
to poznać swoją specyfikę ,
zrozumieć ją i nauczyć się nią zarządzać.
W swoim rytmie. I stylu.
to jedyna odpowiedzialność.
Jesteśmy wszystkim. Dzieckiem. Nastolatkiem. Dorosłym.
Również Niewinnością i jej bezpieczną przystanią.
I to jest bardzo ok.

niedziela, 11 lutego 2018

Nogi

*** Nogi ***
Jaka tkwi w nich siła?
Jaka pamięć w ich komórkach?
Nogi niosą przez życie.
zakotwiczają, gruntują.
Dzięki nim twardo i zdecydowanie stąpamy po ziemii
Hm czasem proponuję ćwiczenia wzmacniające nogi. Np stare dobre przysiady.
W nich jest nasza pewność i stabilność.
Stojąc na własnych nogach możemy polegać na sobie i ufać.
Prawa wspiera lewą. To jak mężczyzna wspiera kobietę. A ona oddaje tę energię jemu.
Razem służą swojemu rozpędowi i wspólnej drodze.
Związek jest silny ich współtworzeniem.
(To pokazała mi to nauka jazdy na rolkach)
Przekładanie rozpędu z jednej nogi na drugą. I wtedy jest płynność w jeździe)
Bywają nogi ociężałe. Kiedy zebrało się dużo zastojów, toksyn, brak świeżej energii, brak aktywności, jakieś dreptanie w miejscu.
Zobacz jak stawiasz swoje kroki tak poruszasz się w życiu.
Dzieci biegają lekko, prawie że fruwają jak motyle. Starsi ociężale.
Można tańczyć podskakiwać, biec.
Bywa, że nogi potrzebują przystanku, odpoczynku, aby było wiadome, w którym kierunku następny krok.
Jaka elastyczność w stawach takie przystosowanie do różnych zmieniających się warunków.
Kiedy pozwalamy, aby uczucia i emocje przepływały przez nas ( w szczególności te trudne) ciało będzie swobodne.
Nie utworzy żadnych "zbitków" toksycznych, nie zepnie mięśni, powięzi, a tym samym nie da podstaw do poważniejszych dolegliwości.
Ciało jest w ciągłym procesie metabolizowania i oczyszczania.
Czyli bez przywiązywania się do diagnoz
To co dziś jest dolegliwością. Jutro tylko wspomnieniem.
Te emocje , które przeszły przez uwagę stanowią pewną siłę i poczucie swobody
Działają odnawiająco i odżywczo na całokształt organizmu.
Są zakorzenieniem się w sobie i w życiu.
Mają informację o poczuciu bezpieczeństwa.
Szczególnie pięty.
Bardzo często zatrzymywałam tam swoje dłonie.
Do momentu naturalnie głębokiego oddechu.
Czasem westchnienia ulgi.
Tyle moich inspiracji.
A może ktoś ma ochotę podzielić się swoimi refleksjami?

Przećwiczyłam na sobie

A w minionym tygodniu przypomniałam sobie o
RYTUAŁACH TYBETAŃSKICH.
Proste, krótkie, bardzo efektywne ćwiczenia. Dodają energii, aktywują pracę gruczołów dokrewnych, odmładzają, usprawniają ciało i ducha, leczą wiele dolegliwości i bólów, wzmacniają kręgosłup i mięśnie brzucha, rozciągają napięcia.
Narzędzie uniwersalne.
Dla tych o słabej kondycji również.
Są bardzo kompleksowe.
Swego czasu ćwiczyłam codziennie.
Zaczęłam lajtowo od 3 powtórzeń, a potem stopniowo zwiększałam.

niedziela, 4 lutego 2018

mały urywek szkolenia


Warsztaty z masażu





Za oknem zima, krajobrazy malownicze na naszym warsztacie słońce... relaks...... Dobra wymiana energii... 
Notatków różnych narobiłam, a jak to na takich spotkaniach wszystko i tak samo płynęło. Uczennice zdolne.Czegóż chcieć więcej? Dziękuję! Niech służy wszystkim.



sobota, 3 lutego 2018

A wieczorem malowanie na szkle




Uczę się być nauczycielem





To, że sporo ciał wymasowałam to wiadomo.
To, że rozwinęłam swoje umiejętności empatii, czucia i dużej wrażliwości duchowej też wiemy .
To, że wiedza psychosomatyczna z jednaj strony wydaje się dość tajemna, a z drugiej kiedy się ją pozna bardzo praktyczna.
I dla otwartych umysłów jest praprzyczyną terapii
A teraz ludzie chcą, aby ich uczyć. 
No to dziś ja robię notatki, aby logicznie przełożyć moje doświadczenia.
Zrobię to z największą przyjemnością i pokorą