Być niepokorną

Ide drogą prawdy. Dostaje wyzwania.
Aby uczyć ludzi totalnej szczerości wobec siebie. Co patrząc kategoriami norm społecznych jest conajmniej ryzykowne.
Choć na pewnym etapie nieuniknione.
Nowe. Inne. Nieprzewidywalne
Złamać oczekiwania
Wyzwolić
Wzmocnić
Przerwać utarte schematy
Być niepokorną
Zmienić plan
Wyjść poza strefe komfortu
Wycofać się w właściwym momencie.
Pozwolić ludziom na własne doświadczenia
Tam gdzie wszyscy idą utartym śladem ja robię nowy
Tam gdzie większość powie tak, ja mówie nie.
Życie pilnuje tego bardzo.
Uczy mnie zaufania w pole odczuć
W rezultacie jest to najlepsze rozwiązanie.
Siła, która przez mnie płynie jakoś daje rade.
Moje anielskie wsparcie musi być ogromne.
Bo jako człowieka to niektóre zadania mnie przerastają.
Nie urodziłam się aż tak przebojowa.
Raczej skromne dziecie byłam.
I nadal jestem.
Pojawiają mi się rozterki, wątpliwości, stare przyzwyczajenia
Są. Widzę je. Trawię, Ale pozostanie w nich byłoby martwe. Dla każdego.
Ten czysto ziemski poziom ludzkich słabości. Ta Justyna , która chce być kumpelą wszystkich i najbardziej boi się sprawić komuś przykrość. Tego jeszcze się uczę.
Być w zgodzie ze sobą. Oznacza być też w zgodzie ze wszystkim. Z całokształtem życia. Dla dobra wszystkich.
A brać udział w mojej drodze wolności, nieprzewidywalności. I wytrwać. Ambitne zadanie tylko dla wytrwałych.
Wdzięczna jestem dziś tym, którzy nadal przy mnie trwają. Bliżej. Dalej. Częściej.
Rzadziej. Na nowo. Ale dają znak. Że nadal jest ok. Że nadal jestem mile widziana.
Że nic się nie zmieniło. Że moja swoboda jest atrakcyjna.
Że ziemia akceptuje mnie taką jaka jestem.
Dla mnie bezcenne.

Sex bez uczuć



Sex bez uczuć
bez szacunku jest tak samo przyjemny jak czyszczenie ucha pałeczką
A może nawet pałeczka lepsza, bo nie zostawia spustoszenia w uczuciach.
Nie zamyka przestrzeni serca. Nie odbiera energii. Nie działa destrukcyjnie.
Sexualność to nie tylko akt fizyczny. To najpierw dostrojenie się do siebie, by być na tej samej fali. Mówić tym samym językiem.  A nawet rozumieć się poza słowami
To wymiana świadomości, energii, myśli, wzajemnych intencji, emocji.
To jakby przelewać dwa naczynie przez siebie. Dwa umysły. Dwie dusze.
W celach wyżycia się , wyładowania to prawie jakby zwymiotować treści jelitowe.
Nieszczery sex to cios nożem w serce. I utrata duszy. Własnej godności.
Zabicie swojego światła. Poszarganie swego życia.
To zalewanie siebie jadem. Utrata resztek szacunku do siebie.

Sexualnośc ma w sobie świętość. To tam powstaje nowe życie.
Dziła jak siła twórcza i stymulująca. Witalna i napędowa.
To te spotkania budują największe zaufanie.
Prawdziwa sexualność to  czułość, namiętność, czystość intencji.
Specione dłonie. Spojrzenia w oczy. Ciepło ciała
Chęć wypieszczenia, wydotykania, wycałowania, wygłaskania.
Wymuskania stóp, całowania nadgarstów.
Bez nastawienia na cel. Na orgazm. Przyjemność ze wspólnego bycia.
A ciała same się soba zajmują. Głowa nie musi dowodzić.
Nie są potrzebne techniki, ani pozycje.
Instynktownie karmią się oddechem, odużają zapachem skóry.
Szepty, spojrzenia.
Metafizyka unosi się w powietrzu.
Kreatywność możliwości nie ma granic.
Za każdym razem może być inaczej.
Święte połączenie potencjałów
Pogłebienie intymności
Zbudowanie wspólnej przestrzeni.
Zespolenie w jeden organizm.
Wspólny rytm.
Przenikanie sobą.
Początek jakości życia.

będziemy uczyć się "warczeć", być rozgniewanym



Dość zbulwersowana jestem.
I pisze na gorąco.
Małżeństwo. 9 lat razem.
Ciągła wojna. On uległy.
Ona władcza, pasożytnicza.
Przemoc emocjonalna i fizyczna
Tam gdzie on się wycofuje.
Tam ona wytacza ciężką artylerie.
Krwawa zabawa trwa.
Każdy powód jest dobry, by mu dowalić, poniżyć.
Oskarżyć o rzeczy, których nie zrobił
Przyszedł z oczami w podłogę.
Bez sił. Bez życia. Z pogardą dla siebie.
Troche czasu zajmie mu nim dojdzie do siebie.
Nim stanie na własne nogi.
Ale jak widać tam gdzie jedno jest nadmiernie uległe
drugie nadrabia agresją.
Bilans dobra i buntu musi być wyrównany.
Czyli dawka sprzeciwu, aby zachować własną godność
jest zawsze pożądana.
To człowiek który, nigdy nie odmawia.
Jest za dobry. Na wszystko pozwala. Nie klnie.
Z przyjemnością go uczę.
Aż się we mnie zagotowało i normalnie będziemy uczyć się "warczeć", być rozgniewanym, wyrażać sprzeciw.
Stawać we własnej obronie. Głośno protestować.
Zapełniać własną pustkę.
Patrzeć w lustro i mówić, że jest ważny, przywracać godność
Przypomina sobie o swoich osiągnieciach
Jaki kiedyś był z siebie dumny.
Widze małe iskierki w oczach.
Praca od podstaw.
Już nic mnie nie dziwi.
Tak jest zawsze.
Kiedy człowiek nie szanuje siebie.
Nikt go nie uszanuje.
To on mówi swoim zachowaniem ile jest wart.
Ta prawda zawsze się zgadza.
Na koniec praca domowa.
Pytam
Kiedy zrobił coś dla siebie.
Kupił sobie coś nowego,
sprawił sobie przyjemność
Nie pamięta
Wiec na początek
Nowa koszula
Najładniejsza jaka mu się spodoba.
Niby drobiazg
Ale tym mówi sobie, że chce się dobrze czuć ze soba
Że jest wart nowego życia.
Nowego wizerunku.
Nie załatwimy tego jedną sesją
To proces + praktyka nowych umiejętności w życiu
Ile jeszcze przykrości musi Cię spotkać?
Kiedy zaczniesz mówić ludziom
"pierd*l się" i dbać o siebie?
Choć " idź pan w ch*j" też brzmi nieźle.
Może nieelegancko, ale skutecznie
bez zbędnego tłumaczenia wiele załatwia
i chroni własny teren.
Skutecznego tygodnia

Spójrz w oczy dziecka



Spójrz w oczy dziecka
Tam nie ma fałszu
Tam jest Czysta świadomość
Totalna Akcpetpacja
Dziecko jest szczere
Prawdziwe
Bezwględnie ufajace
Wierne sobie
Dotknj jego ciała
Jest miękkie
Bez napięć. Elastyczne.
Czysta Miłość. Chodząca Prawda.
A teraz cofnij się
Do okresu prenatalnego.
Kiedy byłeś w brzuchu mamy.
Kiedy Ty byłeś taki meleńki
Tak bardzo chcesz przyjść do tej rodziny.
Chcesz wnieść to, co masz w sobie najlepsze
Swoje dobro
Swoją radość
Swoją wdzięczność
Swoją mądrość
Chcesz, by świat Twojej rodziny, był choć odrobinę lepszy
I co słyszysz?
Dzieci to same kłopoty
Życie jest ciężkie
Skąd na to wszystko brać?
Co się dzieje w Twoim małym serduszku?
Jakie wtedy dycyzje podejmujesz?
Boli. Ale myślisz sobie
mam dużo wiary.
Pomogę Wam.
Poniose za Was trochę tego ciężaru
Wezmę na siebie Twój smutek
Schowam swoją radość, żeby Wam nie było przykro
Umniejsze trochę siebie
Schowam swoje potrzeby
Wchłonę Twoje problemy
Usunę się gdzieś w kąt
Żeby Wam było lżej
Bo chce być lojalny
Wobec Was
Bo to, co rozgrywa się w Was
Jest obecne we mnie.
Jestem z Waszych tkanek
Twój ból . Jest moim bólem
I nawet teraz jako dorosły
jeśli chcę żyć po swojemu
To za każdym razem czuję
jakbym nie był lojalny wobec Was
Jakbym Was zdradzał
jakbym nie mógł
siegać po swoje
Jakbym musiał
odgrywać Wasz scenariusz
Nie pozwałal, aby moje życie
było obfite.
Dziękuję za Wasza naukę
Dziękuję za wyposażenie
Materialne i duchowe.
Wiem, że chcecie dla mnie
Dobrze
Wtedy kiedy dbam o siebie
Dbam o Wasz spokój.

Poczucie godności, uszanowania.


Gdzie się nie obrócę widzę ten temat
Spójrz w swoje oczy i zadaj pytanie
Czego tak na prawdę chce?
Tak z głebi serca
Za czym tęsknie?
Czego potrzebuje?
Już nie dla dzieci, rodziny, społeczeństwa
Dla siebie
Czy to materialnie
Czy nie materialnie.
Zamknij na moment oczy
Ale czy czuje się godny,
aby mieć to, czego pragnę?
Przed kim próbujesz się poniżać?
aby poczuć choć odrobinę tego, czego pragniesz?
A co jeśli to czego chcesz
Szuka również Ciebie?
Chce przyjść do Ciebie
W tej bezwysiłkowej formie
Bez zabijania siebie, poniżania,
Umniejszania
Ale Ty gonisz uwagą na tym, co Cię niszczy
Bez względu na to czy chodzi o relację
Czy pieniądze.
Najpierw uszanuj siebie.
Swoje potrzeby.
wiedząc, że jesteś ich godny.
Nie ma sensu udowadniać komukolwiek
Swojej wartości
Zabiegać o czyjeś względy, uznanie.
Być może są ludzie, którzy nigdy tego nie docenią
Bo jeszcze nie wiedzą, że to ma znaczenie
Bo nie cenią w sobie tej wartości
Nie zobaczą jaki jesteś
Obojętnie, ile byś nie dał z siebie,
co byś nie zrobił.
Zawsze coś nie pasuje
Po prostu niektórzy ludzie nie pasują do siebie
Ich oprogramowanie jest inne
Być może ich poglądy, przekonania kolidują z Twoimi
Wszystko ok
Każdy niech funkcjonuje w zgodzie ze swoimi wartościami
Na swój sposób
Aby każdemu było dobrze w swoim życiu.
Chcesz rozwiązać ten problem?
wyjmij swoje zaagażowanie
I zajmij się sobą
Daj energię temu, co Cię buduje
Problem sam się rozwiąże
Przypomnij sobie
Jesteś godny.
Właściwy.
Wartościowy
Taki jaki jesteś.
Dziś.
Teraz.
Zawsze.

Odpuszczenie

Nów w Skorpionie. Wszyscy trąbią, że pora przerabiać własny cień. Relacje z pieniędzmi. Relacje w ogóle. Odpuszczać tę męczące. Przejrzeć te bliższe. Dalsze. Intymne.

Jasne! Wszystko spoko!
Tyle, że ja z 1500% mojej energii dziś ledwo marne 30 wyciągam.
Leciwa  jestem. Jak mało kiedy. Gdzie nie przyłoże głowy, tam zasypiam.

Na stojąco też!
Hi! Pozwalam sobie.
Nie tylko na to. Takie numery ostatnio odwalam, że już sama nie wiem.
Czy to odpuszczenie, czy już może bezczelność...?
Proponuje herbate... Po czym tak się zagadam, w sensie sesjowaniem zajmę,  że w końcu wypuszczam ludzi bez herbaty. Pozwalam sobie coraz bardziej. Odpuszczam coraz więcej. Choć intencje szczere mam.

I jakoś, że nikt się nie obraża. A gości też mam wyjątkowych. O otwartych sercach. Że w ogóle zapominam, że jakieś dobre wychowanie, savoir vivre czy czoś tędy obowiązuje. Sytuacje ratuje swojska nalewka, która wraz z gościami przybyła, więc nikt się nie odwodnił i wszyscy byli szczęśliwi.

A tak pisze jak ktoś na prawdę mojej herbaty chce spróbować,  to trzeba się przypominać. Do skutku! Aż zajarze!
Albo robić samemu.

A czasy w moim życiu nastały takie, że w kuchni też obowiązuje wolność. Rozumiana jako możliwość współpracy. Samoobsługi. No i tolerancji. Bo do perfekcyjnej pani domu daleko mi i  na test białej rękawiczki nie jestem gotowa.
A co do atmosfery domowej, przyjmowania gości to lubie jak jest tak jak w rodzinie, Po domowemu. Po warsztatowemu. Że razem gotujemy i ogólnie razem spędzamy czas. Dzieci też uwielbiają takie społeczne czynności.

A ze znajomych to byli też tacy, co mi kuchnie wysprzątali. Na błysk! Albo podłoge pomogli umyć po remoncie.
Niektórzy genialne pomysły zastawiaja jak mam gips w gabinecie wyrzeźbić, aby było efektywnie.
Właśnie o taką Polske nasze dziadki walczyły. Właśnie tak ma być. Fajnie tak nie musieć się spinać, zakładać masek. Żyć wśród sprzyjających ludzi. Pomagać sobie. Ludziom.

I wiedzieć , że i Tobie pomogą.

Jak zrozumieć śmierć?




Nigdy nie lubił jak byłam smutna. Dbał wtedy o mnie najlepiej jak umiał.
Albo zabierał gdzieś w teren, albo robił herbatki, kolorowe śniadanka. Z warzyw kroił gwiazdki, kwiatki, albo "uśmiechające się" kanapki.

Kiedy rzeczywistość mnie przesrosła i miałam jej serdecznie dość. Wyjął z szafy walizke i zaczął mnie pakować. Do koleżanki. Na tydzień. Abym odpoczęła. A on postanowił zająć się domem i  wszystkim, co z nim związane.  To chyba wtedy po raz pierwszy dałam sobie prawo. Aby odpuścić to, na co wpływu nie mam. Próbę uleczania mamy i brata. I jakoś beze mnie wszyscy przeżyli.
To było dla mnie jak dotknięcie nowej rzeczywistości. Wyjście ze starego schematu. Danie sobie prawa do innego spojrzenia. Prawa na siebie.

-  "Pamiętaj,  jak mnie kiedyś zabraknie to nikt ma nie płakać. Ma być zabawa. Jedna wielka impreza. Obiecaj... "
-  "I wiedz, że cokolwiek się nie wydarzy kocham Cię ponad wszystko. Ponad życie. "  Słyszałam to milion razy.  "Jesteś dla mnie jak powietrze"  - powtarzał jak mantre do ostatnich dni,  bo przecież ja taki niedowiarek nie znałam takiej miłości i dużo czasu upłynęło nim dałam się przekonać, że jestem całym jego sensem. Tyle dla mnie zrobił, że to nie mogło być nic innego.
Te słowa ciągle są ze mną. Opiekuje się mną kiedy mi czegoś brak.

Teraz pojmuje czym są więzi międzywymiarowe.
Do grobowej deski i jeszcze ponad. 
Działają jak siła. Skoncentrowana.
Nawet jeśli moje ciało było zmęczone.
Ta siła oddychała mną.
Upadając wiem, że wstane. Wiem, że mogę odpuścić.
Że nadmierne ciśnienie nie jest potrzebne.
Że wydarzy się to, co właściwe.
Że mogę iść swoją drogą w swoim rytmie i ufać sobie.
Dostalam tak wiele od Niego. Nikt o mnie nie dbał w taki sposób. W konkretach. Wytrwale i stabilnie.  Często zabawnie.  Zawsze wiedział telepatycznie , którą aplikację we mnie uruchomić.  Czego mi trzeba. Abym nie utknęła w mojej emocjonalnej naturze i stąpała lekko. Ale świadomie.
Jeśli nosiłam w sobie jakiekolwiek blokady przed prawdą to właśnie on mi je porozwalał.  Skutecznie. Wzmocnił słabe punkty. Szlifowałam na nim swoje pierwsze kroki w masażu. Nie był łatwym pacjentem. Zawsze mówił co jeszcze mogę poprawić. Chciał, abym była wibitnie dobra, w tym co robię. Abym stabilnie stała na własnych nogach.

Pamiętam ostatni masaż. Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Wrócił z prezentem. I nadal niewiele mówił. Potem zadzwonił, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Choć ja swoje zczytałam z jego ciała, choć nie rozumiałam jeszcze wtedy co się święci , ale poczułam coś czego nie umiałam wytłumaczyć.  Długo płakalam.. Nie rozumiejąc dlaczego. Tak dłońmi chyba już zczytałam co się święci. To już było powolne żegnanie się. Odzwyczajanie mnie. Dystansowanie.
Gdzieś ponad tymi ziemskimi zależnościami oboje czuliśmy, że nadciąga koniec naszego doświadczenia.
Czasem mam wrażenie, że Jego odejście było rodzajem silnego bodźca, aby przerwać moje uśpienie, zatracenie. Wywaliło mi na powierzchnie cały ból, gdzieś skrywany.
Pewnego rodzaju szlachetną przysługą. Poświęceceniem się w imię dobra. Głeboko ukrytego.
Chyba odegrał mi taką rolę. A zdrugiej strony zrobił to dla siebie. Dla swojej autoterapii. Ziemskie życie nie dawało takiej możliwości. Jako dusze oboje tego potrzebowaliśmy. Służyliśmy sobie wspólnemu wzrostowi.

Miłość, która jest ponad wymiarami przetwa i to.
Dziś jedyne co mam do niego to ogrom wdzięczności i docenienia. 
Wiem jak szlachetne to było.
Są momenty, że mi go brakuje. Bo przerośnie mnie techologia. Siadam w beradności i myśle. Skoro on wiedział co zrobić to i we mnie ta wiedza musi być. I rozwiąanie przychodzi kiedy odpuszcze ciśnienie.
Był niesamowitym człowiekiem. Głeboką duszą. Poprowadził mnie do mojej subtelnej mocy.
W pewien sposób dojrzałym. Bez chorego ego. Bez zbędnych dąsów. Nawet jak były trudniejsze momenty między nami to i tak wiedziałam, że mnie nie odrzuci. Że jego ramiona zawsze są otwarte. I tam znajde oparcie. Bo kłótnie są powierzchowne i przejściowe. A uczucia stałe.

Bo to, że teraz jestem właśnie w tym miejscu siebie to znaczny wpływ Jego osoby.
To dzięki Niemu taka przemiana. Wydobył ze mnie te aromaty.
Swoim całokształtem. Od piewrszego momentu jak się poznaliśmy aż do teraz. Zapewnił mi cały szereg emocji. Od szaleństwa po ekstaze. W ostateczności wyzwoliłam się ze zbędnego lęku.

Ponoć za każdą kobiecością stoi męskość,  która daje impuls, bezpieczeństwo i ochronę. Bym nie bała się schodzić do swych zakamarków i integrować tego, co zapomniane. Pisać o tym . Mówić. Koić.

Adrian.
Tak wiele mu zawdzięczam. Nie ma go już 4 lata. A te uczucia nadal mnie chronią. Nadal są przy mnie obecne.
A we  śnie? Zrzucił z nieba antenę  i po niej zszedł. Na ziemie. Stanął za mną. Choć nie mógł dotknąć. Był dużo większy niż w ziemskim ciele. Jakieś trzy razy. Miał dość eteryczną formę.
Zamiast rąk skrzydła. Ogromne... Ciepłe.... Bezpieczne...  Roztoczył je nad mną, a one mnie przeniknęły. Było mi tak ufnie. Stojąc na ziemii mogłam poczuć tę niebiańską jakość. Obudziłam się, a  odczucie pozostało.

Tamta noc zapisała się we taką informację, że mogę chodzić sobie po ziemii bezpieczna, bo osobista anielska opieka czuwa. Ta energia stoi na straży mojego życia... Jest obok. Zostałam na zawsze wyposażona  w te jakości i nie da się tego pomylić z niczym innym
Choć nie ingeruje w moje wybory. Ale nie pozwala też obciążać siebie. Wyrzucać sobie, że mogliśmy żyć inaczej.
Ostatnia informacja 0d Adriana mocno mnie koi, a jeszcze bardziej wzrusza. Była odpowiedzią na moje myśli, że  moja poprzeczka była zbyt wysoka. Że może za dużo wziął na swoje barki.
" Chcę, żebyś wiedziała, że nigdy nie czułem tak czystej miłości"

Były dni, że tęskniłam za nim. Za jego Wrażliwością. Szaleństwem.  Wszechstronnymi talentami.  Znał się na wszystkim. A jak się nie znał to uczył się w trakcie. I uczył mnie, abym nie schodziła poniżej swoich marzeń. Abym nie zadowalała się byle czym. Bym znała swoje standardy i umiała je zmaterializować.
Pokazał mi takiego siebie jakim nikt Go nie znał. W sumie to niczego się nie bał.

 A ja ? 
Nie znałam nigdy dotąd takiej miłości, 
którą czujesz  gdzieś ze środka brzucha. 
I słuchaniem pamiętasz jak bije Jego serce.
Miekkość koszuli na policzkach. 
Nie przypuszczałam, że będę, aż tak tęsknić.
Wodzić po ścianach.
I  tęsknić. I zamiast ich  kamiennej  faktury widzieć zaangażowanie człowieka oddanego. 
Takie z samego centrum.
Tylko dla mnie.
Pamiętam każdą rozmowę.
Jak kleił gresy.
Pamiętam to skupienie.
To spoglądanie w moje oczy czy mi się podoba.
Zrozumieć wreszcie, że ten jego pracoholizm... miał swoj sens.
Bym mogła realizować swój/nasz plan.

Dalej. Lepiej. Bardziej. Spokojniej

Jakby czuł, że nie ma za dużo czasu, a chciał zostawić po sobie jak najwięcej. Wysoko stawiał swoją poprzeczkę.  Wymagał, ale najpierw od siebie. Był taki ambitny. Bym ja mogła dalej  nieść te wartości.  Rozwalać nimi ludzki beton utkany z  napięcia i lęku. Na bardzo wysokosubtelnym poziomie rażenia. Już wtedy nasz dom był miejscem otwartym dla ludzi. Ponoć czuć było tylko miłość i szacunek.
Każdy był i jest tu mile widziany.

To się nie zmieniło. Każdy kto chce mnie odwiedzić może czuć się zaproszony.

Mam szczególny sentyment do tej historii. Znacznie mnie ukształtowała. I jest to moment, kiedy wiem, że on jest gdzieś do góry. Ja na ziemii. I wreszcie mam zgodę i to, aby i z tej historii uczynić siłę. Uwolnić się od przywiązania do siebie. Byśmy nadal mogli wzrastać. Każdy  w tym, czego potrzebuje.

Miłość to nadal wolność podążania we własnym kierunku.
Miłość ma wzmacniać całe dobro. Ale bez przywłaszczania.

Dzięki tej historii uwolniłam się od strachu przed zmarłymi. To  nadal te sama jakość uczuć, którą znałam z ziemskiego życia. A może nawet dużo bardziej czysta i troskliwa.
Wszechogarnająca, bo patrzy z góry.

Mam świadomość w jakiej rzeczywistości wszyscy żyjemy.
Widzę wszystko.
Cierpienie też.
I właśnie wtedy wiem po co jestem.
Tu, gdzie jestem. 
W jakim punkcie siebie.
By nie zgadzać się na nic poniżej.
To, co prawdziwe zostaje już w człowieku na zawsze.
I to moje dobro.
Niose je gdzieś na sobie
i rozniecam dalej.

Takie moje "wszystko".